na zdjęciu Damian ze srebrnym medalem z MŚ w zapasach
Prezentujemy wam wywiad z vice mistrzem świata z 2011 roku w zapasach z Damianem Janikowskim, który przeprowadził nasz znajomy z przeglądu sportowego Paweł Kowalik. W wywiadzie Damian na spokojnie analizuje finałową walkę w Stambule, opowiada jak znosi presję, która w tym momencie spoczywa na jego barkach oraz odnosi się do startów w formule MMA. Dla przypomnienia nasz utytułowany zapaśnik jest mistrzem Polski Shooto ( C klasa ) z 2010 roku..
Od finałowej walki w Stambule minęło już sporo czasu. Oglądałeś ją już na spokojnie, bez emocji, żeby zanalizować ostatnią akcję?
Czasem wracam myślami i gdybam. Co by było, gdybym inaczej się bronił, gdybym wytrzymał jeszcze te dwie sekundy, jakby to było, gdybym był mistrzem świata… Staram się jednak nie wracać do tego zbyt często. Tak samo jak nie oglądam tej walki. Po mistrzostwach świata obejrzałem ją raz, żeby zobaczyć całość z perspektywy kamery i tyle. Więcej razy nie chciałem już tego oglądać.
Cenna nauczka na przyszłość?
Wolałbym tego nie nazywać nauczką. Moje ciało zareagowało tak, a nie inaczej. Muszę uznać minimalną wyższość Białorusina, ale wcale nie mówię, że jest nie do pokonania.
Przed tobą teraz bardzo ważny rok, bo rok igrzysk olimpijskich w Londynie. Po wicemistrzostwie świata mierzysz konkretnie w złoto, czy zadowolisz się medalem każdego koloru?
Zapasy to nieobliczalna sztuka walki i wszystko się może zdarzyć. Przecież na mistrzostwach świata zabrakło mi dwóch, trzech sekund do złota. Można
powiedzieć, że jedną nogą byłem mistrzem świata i sam nie zdawałem sobie sprawy, że w taki sposób mogę przegrać tę walkę. Zdarza się, że teoretycznie znacznie słabszy zawodnik może wygrać z tym lepszym i różnie może być. Mam jednak nadzieję, że zdobędę medal, chociaż na dzień dzisiejszy o tym nie myślę. Staram się dobrze odżywiać i unikać kontuzji.
Po Stambule na swoje barki przyjąłeś cały ciężar reprezentowania polskich zapasów. Czujesz większą presję?
Czasem się właśnie nad tym zastanawiam. Trenerzy i koledzy z zespołu mówią mi, że jestem liderem zespołu, że zdobędę ten medal olimpijski. Z jednej
strony cieszę się, że tak mnie postrzegają, ale z drugiej boję się, co będzie jak dam plamę? Przecież zawsze jest ryzyko porażki. Mogę mieć zły dzień, mogę się źle czuć i co wtedy? Cały czas myślę, ze tak nie będzie. Że będzie forma i zdobędę medal, nawet złoty. To jest jednak ciężki temat i nie chcę, żeby wszyscy mówili, że na 100% zdobędę medal, że jestem liderem polskich zapasów. Niech wszyscy trzymają za mnie kciuki i wierzą, że mi się uda. To wystarczy.
Rozmawiałem na twój temat z Andrzejem Supronem i powiedział, że masz wszystko, by być mistrzem. Sam widzisz jakieś słabsze strony w swoich zapasach?
Ciężko się mówi o swoich słabszych i lepszych stronach. Cieszy mnie, że taka postać jak Andrzej Supron mówi o mnie dobrze. Sam o sobie lubię mówić, że
jestem wszechstronnym zawodnikiem. Utalentowanym, ale przede wszystkim pracusiem. Dzisiaj w zapasach trzeba mieć wszystko. Nie tylko talent, ale też charakter, dynamikę, siłę i psychicznie być odpowiednio przygotowanym. Myślę, że jest wszystko ok. Czasami tylko martwi mnie ból pleców. Akurat ta część ciała w zapasach jest kluczowa. Mocny musi być zwłaszcza odcinek lędźwiowy, który jest kluczowy przy skrętach i rzutach. Niejeden gimnastyk, czy lekkoatleta zdziwiłby się, co taki zapaśnik potrafi. Czasem ludzie patrzą na nas i myślą, że jesteśmy sztywnymi mięśniakami, a zapaśnik absolutnie nie może być sztywny. To, że ktoś atletycznie wygląda, nie czyni go sztywniakiem. Myślę, że nie mam słabszych punktów i wszystko jest na dobrej drodze i na igrzyskach będzie dobrze.
Obecnie przebywasz na zgrupowaniu kadry w Raciborzu. Masz już plan przygotowań do samych igrzysk?
Wszystko już mamy zaplanowane. Trener już dał mi rozpiskę startów w zawodach i listę zgrupowań, na które mam przyjechać. Na razie znam czas i miejsce. Z obozu na obóz i po każdych zawodach trener będzie mi podpowiadał konkretnie co mam robić, co muszę poprawić. Wszystko będziemy jeszcze koordynować w trakcie przygotowań.
W klubie prowadzi cię Józef Tracz, w kadrze Ryszard Wolny. Jak od środka wygląda podział kompetencji?
Na zgrupowania kadry jeżdżę teraz tak często, że w domu bywam tydzień, góra dwa. Tam opiekuje się mną Ryszard Wolny, ale Józef Tracz również jeździ na te zgrupowania. Zresztą tak samo jak Włodzimierz Zawadzki, który doprowadził mnie do brązowego medalu mistrzostw świata juniorów. Dużo mu zawdzięczam, bo to trener, który potrafi do mnie podejść, potrafi mnie wysłuchać i zrozumieć jak mam zły dzień. W klubie z kolei moim trenerem jest nie tylko Józef Tracz, ale tak samo Mariusz Kruczyc i mój pierwszy trener, któremu najwięcej zawdzięczam, czyli Leszek Użałowicz. On mnie tak naprawdę
wychował na macie zapaśniczej.
Zawodnicy sportów walki znani są z trudnych charakterów. Często zgrzyta na treningach? Przekleństwa latają po sali?
Przekleństwa są i zawsze będą, bo to naturalny sposób wyrzucenia z siebie emocji. Ja akurat lubię dużo narzekać, ale kiedyś trener Tracz powiedział, że moje narzekanie to dobra cecha, bo im więcej narzekam, tym lepiej walczę.
Walczysz w kategorii do 84 kilogramów. Dużo musisz zbijać, by wypełnić limit?
Różnie z tym bywa. Teraz mamy okres zimowy, czyli czas na przygotowania siłowe i kondycyjne. Robimy ogólnorozwojówkę, głównie na siłowni.
Na macie jedynie technikę. Żadnych walk, bo nie można robić sparingów pospinanym zawodnikom, bo mogą sobie wszystko pozrywać i nabawić się kontuzji. W tym okresie mam więc około ośmiu kilo ponad limit. Kiedy mam okres przygotowawczy przed zawodami, to wtedy pilnuję, żeby nie przekraczać 89-90 kilogramów. Im mniej kilogramów do zbijania przed samym startem, tym lepsza forma.
Jesteś też mistrzem Polski Shooto C [amatorskie zawody MMA] z 2010 roku. Myślisz poważnie o startach w MMA?
MMA jest fajnym, rozwijającym się sportem. Myślę, że każdego zawodnika sportów walki kręci ten sport. Jest w nim wszystko. Zapasy, brazylijskie jiu-
jitsu, kickboxing, boks i jeszcze wiele innych technik. Każdy zawodnik, nawet na wysokim poziomie sportowym, coś dodatkowo trenuje. Trenując inne style walki, mogę rozwinąć coś w swoim sporcie, a przy okazji nauczyć się czegoś nowego, czy pomóc się rozwinąć moim kolegom z klubu Rio Grappling Wrocław. Ja ich uczę, oni mnie uczą i bardzo na tym korzystam. Chociaż oczywiście z uwagi na Londyn, teraz koncentruję się tylko i wyłącznie na
zapasach.
Rozmawiał Paweł Kowalik



