Zgodnie z obietnicą publikujemy kolejny wywiad tym razem z trenerem Rosomaka Białystok (Alliance) Markiem Pietrzakiem, purpurowym pasem bjj. Tym samym jest to ciąg dalszy wywiadów, który ma na celu przybliżyć Wam akademie brazylijkiego jiu-jitsu w Polsce i kolejny materiał do naszego nowego projektu. Wywiad bardzo interesujący, Marek opowiada między innymi o kulisach powstania Rosomaka, swoich treningach z Terere i Alexandre Paivą i o tym jak pasja jaką jest jiu-itsu brazylijskie zdominowała jego życie. Jest co czytać 😉
Jak zaczęła się twoja przygoda z brazylijskim jiu-jitsu?
Zacząłem treningi w 2004 roku. Byłem wtedy na studiach i miałem już 24 lata. Oglądałem pierwsze UFC oraz szkoleniówki Graciech zanim pomyślałem o tym, że kiedykolwiek bjj zawita do Białego. Byłem w szoku, gdy ujrzałem plakat nowo powstałej sekcji. Bawiłem się wcześniej trochę w kick-boxing i judo, ale to nie było to. Brazylijskie jiu jitsu, to swoboda i nieograniczone możliwości rozwoju – tego właśnie szukałem. Dzisiaj nie mogę przeżyć bez choćby jednego treningu dziennie.
Jakie masz plany startowe na przyszły sezon?
Większość treningów robię w szmatach, dlatego spróbuję wystartować we wszystkich dużych zawodach bjj. Na początku Liga i Mistrzostwa Polski. Postaram się też powalczyć na Pucharze Polski SF. Później zobaczymy co będzie. Nie chcę nic planować, bo potem różne wydarzenia losowe krzyżują moje plany.
Uważasz, że w Polsce można utrzymywać się z samego bjj czy trzeba traktować to tylko jako hobby?
Najlepiej jest utrzymywać się z własnego hobby. W tym roku zrezygnowałem z pracy na etacie i utrzymuje się tylko z prowadzenia klubu. Nie mam z tego dużej kasy, ale wybrałem, że to chcę robić w życiu. Wiem, że jest to marzenie większości osób ćwiczących bjj. Nie wystarczy jednak być super zawodnikiem lub trenerem. Trzeba mieć pewne wrodzone cechy charakteru oraz wiedzę niezbędną do prowadzenia biznesu.
Uważasz, że BJJ może w Polsce stać się dyscypliną sportów walki numer 1, tak jak w Brazylii niemal sportem narodowym?
Nie wiem czy BJJ w Brazylii jest sportem niemal narodowym. Wiem, że w Stanach jest bardzo popularne. Może za sprawą MMA i w Polsce tak będzie. BJJ ma potencjał żeby stać się najbardziej popularną dyscypliną sportów walki w Polsce.
Na co zwracasz największą uwagę jako trener podczas prowadzenia zajęć?
Chyba najczęściej zwracam uwagę na poprawność wykonywania technik. Jestem jednym z najmniejszych zawodników w klubie. Żeby nie klepać co 5 sekund, od samego początku musiałem zwracać szczególną uwagę na technikę. Następna rzecz, to bezpieczeństwo i dbanie o odpowiednią atmosferę w klubie. Ważne jest to, żeby każdy mógł cieszyć się z treningów bez obaw, że ktoś urwie mu głowę.
Wydaje mi się, że w całym Białymstoku jest tylko jeden klub bjj. Można powiedzieć więc, że jesteście monopolistami na rynku, czy jest to spowodowane małym zainteresowaniem bjj w waszym mieście i tylko jeden klub w pełni zaspokaja zapotrzebowanie na bjj?
Większość ludzi w Białymstoku nie wie jeszcze co to jest bjj. Dużo osób ćwiczy style stójkowe, mnóstwo jest także różnego rodzaju wschodnich sztuk walki. Studenci mają na wielkiej sali judo prawie za darmo. Jest w czym wybierać. Jednak z roku na rok coraz więcej osób próbuje BJJ i mam nadzieję, że z czasem nasz klub się powiększy.
Skąd wzięła się tak oryginalna nazwa waszego klubu czyli „Rosomak” i w jakich okolicznościach powstał klub?
Zaczynałem treningi bjj pod okiem Marcina Stankiewicza. To on był prekursorem bjj w Białymstoku. Sekcja nie była duża i mieliśmy problemy z salą. To było chyba główną przyczyną tego, że po 1,5 roku rozpadła się. Próbowaliśmy szukać sali żeby móc trenować gdzieś na własną rękę, jednak bez skutku. Wróciłem na pół roku do judo, ale bjj cały czas nie dawało mi spokoju. W końcu udało nam się znaleźć kawałek maty w jednostce wojskowej i tam jako harcerze 😉 trenowaliśmy przez rok w około 10 osób. Wspominam te czasy bardzo miło, bo byliśmy zgraną paczką zapaleńców, którzy uczą się czegoś nowego i tworzą coś od zera. Na początku każdy coś próbował pokazywać od siebie, jednak zaczął robić się chaos. Zacząłem więc pokazywać techniki ze szkoleniówek i tak jakoś ciągnę aż do dziś 😉
Nazwa ROSOMAK powstała właśnie za czasów treningów w jednostce. Jeden z kolegów miał tatuaż rosomaka na ramieniu. Akurat wtedy wpadliśmy na pomysł żeby nazwać jakoś naszą grupkę, wtedy jeszcze nieoficjalną sekcję. Było kilka pomysłów, ale Rosomak większości przypadł do gustu i tak zostało. Jedną z propozycji była „Gazowania Białystok”, jednak ta nazwa była już chyba zajęta 😉
Co skłoniło was do podjęcia szerszej współpracy z Alliance jiu-jitsu ?
Byłem wtedy na drugim już seminarium z Eduardo Ernandesem w Warszawie. Nie byliśmy zrzeszeni w żadnej organizacji, więc Radek Turek namówił mnie, żebyśmy przystąpili do Alliance. Wtedy przyjechał z Brazylijczykiem Sebastian Słowek i po krótkiej rozmowie zgodził się wziąć nas pod skrzydła na próbę. Współpraca ułożyła się nam bardzo dobrze i tak jesteśmy oficjalnie członkami Alliance.
Jak wiadomo spędziłeś trochę czasu w Brazylii powiedz jak Ci się tam trenowało?
Trenowało mi się bardzo dobrze i już chcę tam wracać. Fajny klimat, wysoki poziom zawodników i dobre żarcie. Żałuję, że nie dawałem rady chodzić na więcej niż dwa treningi dziennie. Intensywność tamtejszych sparingów nie pozwalała na więcej.
Czy polskie odpowiedniki pasów znacznie odstają umiejętnościami od brazylijskich ? Chodzi mi tutaj o różnice między pasami.
Trenowałem tylko w akademii Alexandre Paivy, więc nie wiem jak jest w innych klubach. Przez miesiąc przewinęło się sporo osób z różnych części świata. O ile osoby trenujące rekreacyjnie mają zbliżone umiejętności do nas, to dobrzy zawodnicy są poza zasięgiem. Mam porównanie mojego skilla do najlepszych purpur na świecie. Niestety muszę jeszcze dużo się uczyć. Podczas walk z Jordanem Schulzem, aktualnym mistrzem świata mojej kategorii, musiałem non stop bronić się. Natomiast Vito, syn Paivy, miażdżył mnie praktycznie za każdym razem. Dobre czarne pasy robiły z nami co chciały. Słabsze brązy i czarnuchy czasami udało się złapać w jakieś kończenie. Jednak najczęściej klepanie było z naszej strony. Nie wiem skąd wzięło się przekonanie, że w Brazylii zawodnicy walczą bardzo luźno i bez spinki. Ja mam trochę inne doświadczenia 😉 Bardzo dobre wrażenie wywarły na mnie dzieciaki. Prezentują niezły poziom i są bardzo zaangażowane w zajęcia. Czasami robiłem z nimi zadaniówki i naprawdę nie raz potrafiły mnie zaskoczyć.
Miałeś przyjemność trenowania z Terere powiedz jak oceniasz jego umiejętności w których aspektach jest najmocniejszy, jakie wrażenie zostawił po sobie także jako człowiek w twoich oczach?
Terere to bardzo przyjazny gość. Uśmiechnięty i pogodny jak dziecko. Bariera językowa uniemożliwiła mi bliższe poznanie go, ale dało się zauważyć, że bije od niego pozytywna energia. Bardzo chce wrócić do formy i trenuje przez cały czas, jak nie na macie to na siłowni. Chodziłem do niego na treningi grupy zawodniczej o 12.00. Bardzo przykładał się do zajęć i pokazywał mnóstwo ćwiczeń, zadaniówek i oczywiście było dużo walk. Pamiętam dobrze jeden z treningów, gdzie byłem ja, Terere i chyba jeszcze 2 dużych, bardzo dobrych zawodników, z brązowym i czarnym pasem. Jak wszedłem na salę to oni robili już wejścia do rzutów. Potem były ćwiczenia niby rozgrzewkowe, drille, kilka walk 10-minutowych i potem 7-minutowych. W
połowie już miałem dość. Po walkach myślałem, że umrę. Terere miał jednak inne zdanie i zaserwował nam jeszcze trochę ćwiczeń na zakończenie. Podczas sparingów z Terere można poczuć się jak biały pas. Lubi zajścia za plecy, podstawowego sweepa z motylej gardy i walkę pajęczą. Do perfekcji ma opanowane przejścia otwartej gardy. Było też na co popatrzeć np. podczas jego walk z Alexem Monsalve.
Czy to prawda, że Alexandre Paiva walczy na pełnych obrotach z młodszymi czarnymi pasami i znakomicie sobie radzi?
Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek stracił pozycję podczas walki, a paru dobrych zawodników poskładał jak chciał. Ma idealną kontrolę i przejścia motylej gardy. Raz udało mi się prawie go przetoczyć, ale sekundę później musiałem klepać. Słyszałem, że Cobrinha ostatnio zaszedł Paivie za plecy, jednak role szybko się odwróciły i to Alexandre go zdusił. On ma olbrzymią wiedzę na temat jiu jitsu i bardzo się cieszę, że mogę mieć takiego nauczyciela. Nie wiem skąd Alexandre bierze tyle energii. Codziennie rano i wieczorem był na treningach. Często walczył ze wszystkimi. Do tego w ciągu dnia jeździł rowerem lub pływał.








