5 faktów o Otwartych Międzynarodowych Mistrzostwach Polski Gold Team
1. Organizacja i przebieg imprezy. Pomimo, że imprezy pod oficjalnym szyldem Gold Teamu mają już kilkuletnią tradycję, to obecni organizatorzy, czyli stargardzka fillia pod dowództwem Grzegorza Szatkowskiego, zajmuje się tym od zaledwie niecałego roku (były to drugie zawody tego typu organizowane przez ten zespół – pierwsze No-Gi). Na plus należy odnotować wprowadzenie panelu rejestracyjnego, co zawsze w znacznym stopniu usprawnia zgłoszenia. Na pierwszy rzut oka panował lekki chaos, ale z racji tego, że zawody były raczej kameralne, wszystko przebiegło względnie sprawnie. Podczas kolejnych edycji organizatorzy będą na pewno musieli zaangażować więcej ludzi do obsługi stolików i całego turnieju. Duzym minusem był brak frotek dla sędziów i zawodników, co w dużym stopniu utrudniało pracę sędziom i powodowało mniejszą czytelność wyniku dla obserwujących walki z trybun. Przepisy niestety nie do końca były spójne z federacją CBJJ, co wprowadziło miejscami lekki zamęt. Co prawda organizatorzy przed rozpoczęciem zawodów omówili przepisy, lecz ze względu na ogłoszony wcześniej harmonogram, niektórzy zawodnicy dojechali póżniej i nie byli świadmi, że w kategoriach białych pasów nie będzie żadnych dżwignii na nogi. Również zdecydowanie i raz na zawsze należy na tego typu zawodach pogżebać pomysł rozgrywania dogrywek.
2. Medale i nagrody. Duży plus za bardzo ładne tłoczone medale, co jest nowością na Gold Teamowych imprezach. Medal był jednym z najładniejszych pod względem estetycznym na zawodach tej skali. Ciekawym rozwiązaniem było umieszczenie logotypu sponsora na rewersie medalu, co może być kuszącą propozycją dla firm, zainteresowanych wspieraniem młodych stażem imprez tego typu. Same nagrody, jak na pierwszą edycję imprezy, były przyzwoite. Organizator zadbał również o dyplomy, co zawsze nadaje indywidualnego charakteru przyznawanym medalom.
3. Solidne podstawy zapaśnicze startujących. Jedną z rzeczy jaka rzucała się w oczy podczas zawodów, był solidny fundament zapaśniczy zawodników, również tych na niższych poziomach zaawansowania. Widać było, że imprez przyciągnęła uwagę wielu klubów, znanych z solidnej stójki i klasowych sprowadzeń. Wynikiem tego były efektowne walki, obfitujące w dużo ładnych obaleń, a to zawsze korzystnie wpływa na postrzeganie grapplingu w oczach niezwiązanej z tym sportem publiczności.
4. Oldschoolowy klimat i zapomniana już nieco atmosfera. Ostatnimi laty organizatorzy przyzwyczaili nas do wprowadzania standardów kojarzonych z zawodami spod szyldu IBJJF. Jest to dobry trend, poniważ na zawodach panuje coraz większy ład i porządek, a wszystko wygląda dużo bardziej profesjonalnie. Mimo to wydaje się, że nadal jest jednak miejsce dla imprez, gdzie ludzie otaczają matę, a trener rywala drze się zawodnikowi do ucha w dosiadzie, przy krańcu maty. Ogólny trend do izowowania publiczności od zawodników na wysokość trybun spowodował, że nawet gdy ci sami ludzie są wpuszczeni na odległość metra od pola walki, zachowują się dużo lepiej, a na hali panuje większy porządek. Jest to oczywiście możliwe tylko podczas mniejszych zawodów pod względem ilości uczestników. Takie zawody, o ile nie wymykają się spod kontroli, dają młodszym zawodnikom możliwość, poczucia innego, dość oldschoolowego klimatu, różnego od obecnych trendów. Podczas stargardzkich zawodów udało się (celow lub nie) osiągnąć dobry balans pomiędzy taką właśnie atmosferą, a względnym ładem i porządkiem.
5. Zaskakująco mała liczba zawodników z lokalnych klubów jak i z pobliskich miejscowości. Nie wiemy co jest tego przyczyną, być może fakt, że zawody odbywały się w czerwcu czyli przed okresem wakacyjnym, który dla większości zawodników jest czasem roztrenowania po ciężkim sezonie.



