źródło: www.facebook.com/gbpoland
tłumaczenie: Bartek Sobczyński
POPPA ROTZEE: Jak czujesz się po wygranej walce w Strikeforce?
DRACULINO: Całkiem nieźle, jak na „staruszka”… Znów poczułem, że żyję! Poczułem moc i poszedłem za tym. Teraz mogę przyznać (tylko najbliżsi wiedzieli), że moja szyja była poważnie kontuzjowana podczas treningów do tej walki i mało brakowało, abym nie wystąpił. Walczyłem, aby móc walczyć. Dzięki Bogu i pomocy lekarzy mój stan się poprawił. Aj Vasques, Vu Tran, Lubo i partnerzy treningowi również się do tego przyczynili. Wiele osób twierdziło, że musiałem zwariować stając naprzeciwko gościa mającego 45 walk na koncie i do tego w moim Houston. Całe życie napotykam wyzwania i wiedziałem, że mogę, mogę pokazać im, że się nie skończyłem. Zwyciężyła żądza udowodnienia sobie i innym, że jestem w stanie zawalczyć.
Obóz treningowy był świetny (poza kontuzjami)! 10 dni w Brazylii, 3 tygodnie w Houston, 1 tydzień w Nowym Jorku i New Jersey. Sparringpartnerzy byli doskonali! Za dużo, żeby wymienić tu wszystkich, ale oni wiedzą o kim mówię. Moi trenerzy również się sprawili – Gordo, Soca, Kristen Sommers, Frank Adame i Renzo Gracie. Nieocenioną pomoc miałem od Mistrza Rafaela Cordeiro i profesora Ricardo Almeidy.
Sama walka była ok. Skrócili czas trwania rund z 5 do 3 minut na 3 dni przed galą! Musiałem od nowa dostosować plan walki w ostatniej chwili. Wagę zrobiłem bez problemu. Walka przebiegła tak, jak się spodziewałem. Rocky jest bardzo silny jak na swoją wagę. Jest niczym mini Chuck Liddell w kontekście powrotu do stójki po obaleniu. Mieliśmy krótką wymianę ciosów, wybronił sprowadzenie, a w następnej akcji złapałem skrętówkę z której uciekł lecz mimo tego byłem na górze. Nie pozwoliłem mu już wstać i kontrolowałem szyję, aby trzymać go przy klatce oraz kolanem, kiedy szukałem duszenia.
W drugiej rundzie się nie popisaliśmy i widzowie mogli być znudzeni. Trudno było go sprowadzić, kiedy polował na kończące uderzenie (tak, jak często wcześniej robił). Postanowiłem więcej kopać, aby się odkrył. Weszliśmy w klincz przy klatce w którym doszło kilka moich kolan. Runda skończona.
Przed 3 rundą Gordo powiedział mi: „Wygrywasz, ale ostatnie wrażenie jest tym, co daje zwycięstwo. Chcę żebyś go poddał!”. Rozpocząłem rundę prostym i kopnięciem. Rocky chciał skontrować i wtedy go sprowadziłem na środku klatki. Kiedy próbował się podnieść zaszedłem za plecy. Dzielnie się bronił kontrolując jedną moją rękę swoimi dwoma, ale udało mi się nogą skontrolować jego ramię. Wtedy spróbowałem duszenia. Ma krótką szyję i nie było łatwo. Soca krzyknął mi, że pozostała jedna minuta. Wtedy pomyślałem o dźwigni na łokieć. Rocky próbował wstać ze mną i tym samym dał mi możliwość uderzania. Po jednym z uderzeń padł na kolana. Poczułem krew i poszedłem do szyi, której teraz już nie bronił, ale skończyła się runda. Wiedziałem, że wygrałem ale, z całym szacunkiem, gdyby było 5 minut walka nie skończyłaby się decyzją. Po wszystkim czułem się wspaniale. Prawie zapominałem: Uwielbiam walczyć!
POPPA ROTZEE: Czy zamierzasz jeszcze walczyć, czy to jednorazowa propozycja?
DRACULINO: Teraz moim celem jest rozwój szkoły i otwarcie kolejnej w przeciągu 6 miesięcy. Później zobaczymy. (uśmiech)




