Co jest największą wartością wyniesioną z rywalizacji na zawodach ?

Element rywalizacji sportowej w BJJ jest czymś tak powszechnym, że tak naprawdę wyróżnia to naszą dyscypliną spośród reszty sportów walki. Już od pierwszych miesięcy na macie w środowisku klubowym przewijały się tematy zawodów i mimo, że mogły nas bezpośrednio nie dotyczyć to gdzieś podświadomie zapalała się iskierka o możliwej próbie podjęcia wyzwania w perspektywie czasu.

Istnieje takie zjawisko jak wysoki próg wejścia, który obowiązuje w dyscyplinach sportów uderzanych, a polega on przede wszystkim na selekcji tych, którzy nadają się do startu w zawodach sportowych. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo i wyłonienie tych jednostek, które nie zawiną się na pięcie po pierwszym strzale czy kopniaku na tułów. Selekcja poprzez diagnozę, a następnie poprzez badanie odporności na obciążenia treningowe pomaga wyłonić tych, którzy nie dadzą sobie tak łatwo zrobić krzywdy, a o taką nie trudno bez odpowiedniego przygotowania.

Sporty chwytane jednak mają to do siebie, że eliminują zagrożenia w postaci obrażeń spowodowanych poprzez uderzenia, a więc wspomiany próg wejścia do rywalizacji może zostać nieco obniżony. Oczywiście w przypadku sportów olimpijskich do jakich należą Judo czy Zapasy w kategoriach seniorów mówimy najczęściej o wytrenowaniu na poziomie niekiedy 10 letniego doświadczenia, ale to już temat na osobny artykuł.

Jiu Jitsu w kontekście rywalizacji sportowej prezentuje zatem stosunkowo niski próg wejścia oferując trenującym podział na kategorie zaawansowania, podział na kategorie wiekowe i tak naprawdę możliwości startu w zawodach już po kilku miesiącach treningu w zależności od umiejętności trenującego. Najczęściej jeżeli dana osoba wykazuje inicjatywę, chce się spróbować i przede wszystkim regularnie trenuje to sztab trenerski z reguły wspiera entuzjazm i zaczyna patrzeć innym okiem na chętnego do startu w zawodach.

Przejdźmy jednak do sedna, które dotyczy zawodników na każdym poziomie zaawansowania. Jakie są realne profity ze startu w zawodach ? Czy ten kawał blachy, fejm na social mediach, a czasami wygrane hajsy są tym wymiernym zyskiem ? No pewnie, że tak. Blacha swoje waży, pieniądze nie śmierdzą, a chwała jak wiadomo przyprawia o błogie uczucie bycia kimś. Bywają jednak turnieje, a nawet całe sezony w których nie pyknie, przygotowania nie idą po myśli, męczą kontuzje, życie depcze entuzjazm, ale mimo wszystko zapada decyzja o starcie. Dlaczego tak jest ?

Najważniejszym czynnikiem jest chyba ciągły głód wyzwań, który finalnie i za każdym razem pobudza biochemię, kiedy pojawiają się listy startowe, drabinki a następnie kiedy stajemy na matę rozgrzewkową. Miałem okazję obserwować ten proces z pierwszej perspektywy, kiedy mimo znikomych przygotowań i słabej formy stanąłem do rywalizacji. Ta cała walka na zawodach to nic innego jak mental battle z samym sobą, który ma spowodować że kolejne walki nie będą różniły się od tego co robię od poniedziałku do soboty po kilka godzin dziennie. Zmieniło się tylko otoczenie, widownia, szum, światło i kilka rekwizytów. Naprzeciw mnie stanęło Jiu Jitsu, które po prostu trzeba było ograć w tych niecodziennych warunkach, a więc pod presją. Podczas ostatnich IBJJF Pan Ams stała się rzecz niecodzienna, chodzi mianowicie o start topowego zawodnika wagi lekko-piórkowej w kategorii ciężkiej (20 kg różnicy). Mowa oczywiście o Mikey’m Musemeci, który już po raz kolejny udowadnia że nie boi się wyzwań i traktuje zawody jako kolejne wyzwania oraz okazję do sprawdzenia czy jego system techniczny jest adaptuje się do trudnych warunków:

„Najważniejszym profitem z rywalizacji na zawodach nie jest medal czy tytuł mistrzowski. Chodzi o to, byś uczynił swoje jiu-jitsu najlepszym jakie może być ! Zawody są okazją do sprawdzenia, które techniki i pozycje działają w sytuacjach kiedy wychodzimy poza strefę komfortu i podejmujemy wyzwanie ! Wzloty i upadki są częścią doświadczenia i odgrywają kluczową rolę nie tylko w rozwoju na macie, ale także w życiu codziennym. Nasi przeciwnicy sprawiają, że popełniamy błędy w walce, a te natomiast są naszym materiałem do przerobienia już po zawodach. Najważniejszą zasadą jest to, abyśmy drugi raz nie dali się nabrać. Jeżeli trzymamy się tego schematu za każdym razem to wyciągamy z zawodów to co esencjonalne czyli rozwój naszego jiu-jitsu. Nigdy nie żałuj błędów, ponieważ dzięki temu, że je popełnisz uczysz się więcej niż z pozycji nieskazitelnej. Zawsze podejmuj nowe wyzwania, ponieważ na tym to polega. Wygrasz czy przegrasz, sprawdzaj się. Zaakceptuj niepowodzenia i jak najszybciej wracaj naprawić to co nie wyszło !”

Tak to właśnie działa. Fajnie jest przywozić blaszki, stanąć na podium i mieć poczucie dobrze wykonanej roboty. Daje to niezłego kopa do działania i podnosi na duchu, ale starty to również porażki i niepowodzenia, które budują zestaw tych cech, dzięki którym niekiedy potrafimy wytrwać na macie po kilkanaście lat i dalej czerpać z tego niesamowitą zajawkę przepełnioną głodem i ambicją.

tekst: Łukasz Truskolawski
fot. Dominik Borowczyk (Borojitsu)

CO JEST KULANE?

Przeczytaj także