Na fotce sparing Tomka z koreańskim zawodnikiem MMA Yang’iem Seung Ho
W kolejnej części Tomek „Pająk” Stasiak opowiada m.in o wspólnych treningach z Yasubeyem Enomoto (mistrzem organizacji M-1). Zapraszamy do przeczytania drugiej znacznie dłuższej relacji Polaka z obozu treningowego w egzotycznej Tajlandii 🙂
Tak więc wstyd się przynać, ale pierwsze zajęcia z yogi które miałem w planie nie doszły do skutku, przyczyna-zaspanie, minimalnie 4 h jak przystało na pająka za długo przydusiłem komara. Następnie trening muay thay w grupie zaawansowanej ..Dość długi okres w Polsce traktowałem muay thay po macoszemu .zawsze było nie do pary, albo coś mnie bolało czy to jakaś kontuzja czy jakieś stłuczenie..WYMÓWKI. Dziś spojrzałem na zawodników z całego świata i każdy wydawał mi się dobry .wytatuowane świątynie buddyjskie, tempo smoki wykonane medodą bambusową sprawiały wrażenie, że dodają trochę umiejętności swoim posiadaczom. Co od razu poprawiło mi humor bo zapewne podobne myśli mają moi koledzy z grupy o mnie… Przy okazji od jednego chińczyka dowiedziałem się sporo na temat mojego tatuażu na plecach dotychczas myślałem, że to fajny wzorek znaleziony gdzieś w stercie innych w Google przedstawiający starszego pana z włócznią… W rzeczywistości jest to bohater chiński do którego modlą się policjanci albo źli ludzie. Wszyscy go uwielbiają i czczą, tak więc krótka rozgrzewka , troszkę rozciągania, walka z cieniem i technika. Miałem dużo szczęścia. Były techniki a’la graplingowe i klincz coś co mi wychodzi i dość szybko łapie. W przerwach między technikami pompki, później praca na worku 3 minuty po 3 rundy w przerwach pompki. Następnie każdy dostaje swojego trenera, mnie wziął mój ulubiony z prowadzących zajęcia TUK lat 24 stoczone około 300 walk, bardzo sympatyczny Taj z resztą jak większość zawsze uśmiechnięty i skory do pomocy. Trzy rundy po trzy minuty z przerwami w trakcie których robimy znowu pompki. To co pierwsze daje się we znaki to ABT absolutny brak tlenu, następnie serce które chce wyskoczyć przez pierś robiąc w niej dziurę i samotnie odnaleźć respirator. Trzecią rzeczą której nie można pominąć jest jeszcze więcej potu który cieknieJ Po trzech rundach ostrej , naprawdę ostrej pracy pod okiem trenera TUK’a słyszymy „ŁAN AŁER CLINCZINK” co w wolnym tłumaczeniu na tajsko angielski znaczy 1 godzina sparingów w klinczu. Trenerzy pamiętając mnie z ostatniego czasu mojej podroży dobierają mi największego przeciwnika do sparingu ponieważ ostatnim razem nieskromnie mówiąc nie było na mnie kozakaJ -pozdrawiam przy okazji Maćka Kozaka:) Maćku nie bierz tego do siebie. W tym momencie czas na głęboką refleksje..odnoszę wrażenie, że prawie na całym świecie ten element muay thay jest nie za bardzo piłowany, a to dlatego że stosunkowo łatwo się rzuca naprawdę dobrymi zawodnikami, którzy bardzo dobrze boksują czy kopią. Być może jestem w błędzie ale jeszcze nikt mnie z niego nie wyprowadził .Ostatnim razem jak byłem też nie zaliczyłem gleby ani razu. Trenerzy zmieniali mi przeciwników, a ja cały czas ich obalałem na podcięcie z judo ashi barai które jest dość popularne u Tajów. Tak więc w wywracaniu swoich oponentów póki co jestem niepokonany jak Milom z Krotonu…niech żyje grappling szczególnie w muay thay:) Jeden z moich sparingowych partnerów zapytał mnie skąd jestem? Odpowiedziałem mu dumnie jak przystało na patriotę i dumnego Polaka, że z Polski..po czym on powiedział z głupawym uśmieszkiem na twarzy, że jest Szwedem i Polacy przyjeżdżają do niego do kraju tylko do pracy..o ile zawsze staram się walczyć luźno bez większej spinki o tyle w tym przypadku postanowiłem troszkę więcej fizolić i pokazać, że Polacy nie tylko pracują ciężko np na budowach w Szwecji ale też potrafią wykładać parkiet Szwedami ot taki mały kmicicowski fortel z armatą szwedzką z powieści Sienkiewicza. Po godzinie sparingów, 300 kolan na worku, 200 brzuchow i 100 pompek…nastał czas na trening biegowy i masakrowanie brzucha przez małego sadystę ciężką piłką J Na moje szczęście na trening udałem się na głodnego więc nie uraczyłem ich tajskimi potrawami.W trakcie treningu przeczytaliśmy ogłoszenie, że w sobotę odbywa się grill w połączeniu z małą galą mma i muay thai w Eigerze. Mecz miedzy zawodnikami tiger muay thay i brazilian top team vs top team Phuket (zbieżność nazwy przypadkowa) Top Team Phuket to sąsiadujący klub w zasadzie po drugiej stronie ulicy. Kiedy zdecydowaliśmy się zakupić bilety na tą imprezę okazało się ze jesteśmy na niej vipami i mamy wszystko za free nawet dostałem propozycje posędziowania walk mma jako sedzia glowny, ale zdecydowałem, że nie będę się zbytnio afiszowal i mogę zostać punktowym ostatecznie 🙂
Zauważyłem w tigerze jezcze mistrza m1Yasubey Enomoto Przeciwnika naszego Kulturysty ale póki co nie udało nam się na siebie natrafić, jeszcze 3 tygodnie do mojego wyjazdu więc być może uda mi się z nim pokulać. Po treningu udałem się na przejażdżkę skuterami z moja narzeczoną Agatą na wielkiego budde zobaczyć z bliska największy posag w Phuket albo i może w całej Tajlandii. Ku naszemu zdziwieniu pracownicy tego przybytku zapomnieli o naszym przybyciu i zgasili światła w całym tym muzeum..więc wracaliśmy z aparatem w ręku wykorzystując flesz aby znaleźć drogę powrotną. Po powrocie do domu okazało się, że zameldowała się u nas mała jaszczureczka która uciekala po całym pokoju na szczęście moja dzielna kobieta nie boji się żadnych zwierząt nie licząc pająków…(ironia losu)przekopała cały pokój i udało jej się pochwycić małą spryciulkę 😀
Dzień kolejny rozpoczął się zajęciami yogi o 6:30. Naprawdę polecam, bardzo interesujący dodatek do treningu prowadzony przez bardzo dobrą specjalistkę…koncentracja, rozciąganie, w tle odpowiednia muzyka i śpiew ptaków jako przywitanie nowego dnia. Swoje dalsze kroki skierowałem do grupy zaawansowanej z której zostałem wyproszony i skierowany do ostatniej grupy Professional gdzie przygotowują się zawodowcy. Trener nie chciał mnie za bardzo słuchać, że nie zamierzam się nigdzie bić i że w grupie zaawansowanej jest mi dobrze, ku mojemu zaskoczeniu w tej grupie znalazł się mistrz m1 Yasubey Enomoto przeciwnik Kulturysty (Rafała Moksa dop.red), zawodnik do złudzenia przypominający 100kilogramowego Fabio Gurgela i człowiek wyglądający niczym Sagat ze street fightera, była również dziewczyna która walczy dla organizacji strikforce. Trening był odrobinę bardziej wymagający doszły skakanki, skakanie na oponach, kopanie na szybkość i na siłe, trochę szybsze karczowanie…po czym sparingi w klinczu. Od poprzednich sparingów nic się nie zmieniło dominowałem wycinając swoich rywali. Najtrudniejszym rywalem okazał się Yasubey, który waży teraz około 86 kg ma bardzo mocny chwyt i stale idzie do przodu z kamienną miną, był bardziej aktywny próbując gdzieś kopnąć lub uderzyć. Skoncentrowałem się na obronie i skutecznie go wycinałem raz po raz. Trening był bardzo wyczerpujący… wieczorem znów wróciłem do mojej grupy w gi do której doszło dwóch norwegów z niebieskim pasami. wieczór spędziliśmy na wspólnej kulance.









