AMŚ Turyn 2010: Wypowiedzi naszych zawodniczek

Anna Łukasiak

Turniej rozpoczęłam od walki z reprezentantką Mongoli i tak też go zakończyłam. Czułam się dobrze, jednak czegoś mi zabrakło i przegrałam w 3-rundowwym pojedynku. Podczas walki zostałam ugryziona w rękę przez zawodniczkę z Mongolii, która nie przyznała się do tego. Nie jestem zadowolona z mojego występu. Mam nadzieje, ze następnym razem będzie lepiej.

Sylwia Bileńska

Swój start uważam za średni, ponieważ dwie walki wygrałam – z Włoszką i Rosjanką – i dwie przegrałam – z Kanadyjką, od której jeszcze odstaję i z Turczynką, która była w moim zasięgu.

Katarzyna Krawczyk

Zawody mogę uznać za udane. Może nie prezentowałam wysokiej formy, ale udało mi się zdobyć kolejny brązowy medal w kategorii wyższej niż w tej, w której zwykle startuję. Pierwszą walkę stoczyłam z Japonką, było to moje pierwsze starcie z zawodniczką z tego kraju. Przegrałam w trzeciej rundzie na plecy. Następnie, już w walce o brąz, spotkałam się z zawodniczką z Rosji. Wygrałam ten pojedynek w drugiej rundzie na plecy. Mam nadzieję, że ten medal pomoże mi trochę na uczelni, ponieważ chcąc w pełni realizować plan szkoleniowy na następny rok będę potrzebowała wsparcia ze strony władz AWF-u. Ogólnie poziom na zawodach był bardzo zróżnicowany. Było kilka zawodniczek ze światowej czołówki.

Paulina Grabowska

Akademickie Mistrzostwa Świata, na których miałam przyjemność startować po raz pierwszy, ze strony organizacyjnej uważam za fatalną porażkę. Zaczynając od zakwaterowania – hotel położony był przy samej autostradzie, a kończąc na transporcie – odwożące nas na halę autokary nie jeździły punktualnie. Jeżeli chodzi o same zawody, to nie jestem do końca zadowolona ze swojego startu. W pierwszej walce spotkałam się Rosjanką, z którą w gruncie rzeczy stoczyłam wyrównaną walkę, tuszując w drugiej rundzie, a ostatecznie przegrywając po 3 rundach. Druga walka o brązowy medal, była moim zdaniem bardzo udana. Pokonałam Bułgarię w dwóch rundach, jednocześnie zdobywając krążek. Myślę, że moje koleżanki dołączą się do podziękowań dla trenerów Artura Kruszewskiego i Jacka Fafińskiego oraz naszego masażysty Przemysława Korpackiego za dopingowanie i opiekę podczas zawodów.

Malwina Golczak

Akademickie Mistrzostwa Świata były moim pierwszym międzynarodowym startem, więc ciężko mi je porównywać do czegokolwiek. Jak na debiut poszło mi nieźle, zajęłam trzecie miejsce. Rozpoczęłam walką z Kanadyjką. Pierwszą rundę wygrałam w ostatnich sekundach kręcąc wózek za 2 punkty. Niestety, w drugiej zabrakło koncentracji i doświadczenia, co konsekwentnie wykorzystała przeciwniczka kładąc mnie na plecy. Na moje szczęście doszła do finału umożliwiając mi walkę o 3. miejsce. Moją przeciwniczką była Rosjanka. Po pierwszej rundzie kończącej się wynikiem 0:0 wylosowałam zapięcie klamry. Wykorzystałam to wynosząc przeciwniczkę za matę, a druga runda skończyła się położeniem Rosjanki na plecy. Jestem zadowolona ze swojego startu i cieszę się, że dostałam możliwość udziału w takiej imprezie.

Agnieszka Wieszczek- Kordus

Jeśli chodzi o turniej. Losowanie miałam korzystne – pierwszą walkę stoczyłam z Japonką – przegrałam w 2 rundach 0:1, 0:1. Do walki wychodziłam skoncentrowana, jednak parę prób ataków nie wystarczyło, żeby wygrać z tą zawodniczką. Walkę o brązowy medal stoczyłam z zawodniczka z Francji – w pierwszej akcji niestety doznałam kontuzji kolana – postanowiłam walczyć z urazem, więc to nie tłumaczy mojej przegranej. Walka była 3-rundowa. W ostatniej decydującej rundzie popełniłam błąd: wykluczałam przeciwniczkę, a sędziowie wskazali pasywność i punkt dla mnie, jednak ja w tym samym momencie zrobiłam tzw. „zbicie” popełniając przy tym błąd wychylając się w przód i „‘poleciałam”’ na biodro, które skontrowałam, wykonałam uchwyt „ręka – głowa” i przy wyniku 3:3 przegrywałam. Jednak nie zdołałam już zrobić kolejnych punktów przegrywając walkę o medal. Nie ukrywam, że jechałam do Turynu z większymi nadziejami. Myślałam, że jestem już gotowa, aby zmierzyć się z najlepszymi zawodniczkami, jednak natury się nie oszuka – trzeba czasu, aby kobieta odbudowała się fizycznie po porodzie, nic nie przyspieszy tego procesu. Tak szczerze, to po turnieju lekko się podłamałam, gdyż do walk wychodziłam skoncentrowana i zmotywowana. Po zawodach odbyłam rozmowę z trenerem Piotrem Krajewskim, który działa na mnie jak plaster miodu, wiec wracam z zawodów pełna nadziei i jeszcze bardziej zmotywowana do ciężkiej pracy. Cytując Prezesa PZZ, to są tylko przegrane bitwy, ważne by wygrywać wojny. Mam nadzieję, że moje kolano nie jest zbyt drastycznie uszkodzone. Co do organizacji Akademickich Mistrzostw Świata – uważam, że równa sie zeru i taki komentarz niech wystarczy…!
Już na sam koniec jedna uwaga – nie potrafimy walczyć z Azjatkami, nie mamy z nimi kontaktów na zgrupowaniach, jedyny kontakt z nimi odbywa się podczas najważniejszych imprez. To stanowczo za późno!

CO JEST KULANE?

Przeczytaj także