foto: Piotr Pędziszewski Royler@mmarocks.pl
Adam Parafiańczuk zwycięstwem w kategorii – 76,9 kg zapewnił sobie udział w finałowym turnieju Grappling Arena. Będzie to już drugi występ młodego zawodnika Alliance w tym elitarnym turnieju. Pierwszy występ nie zaliczy do udanych, gdyż musiał uznać wyższość Łukasza Bagińskiego. Poniżej wypowiedź Harrego jaką zgodził się udzielić dla naszej strony:
Choć zimna sala nie zapowiadała niczego dobrego, organizacja zawodów przebiegła w miarę sprawnie. Sponsorzy postarali się o fajne nagrody, sędziowie nie przysypiali, pomysł z oświetleniem samej maty na finałach stworzył odpowiednią atmosferę, która od rana zdążyła się już ocieplić. Można było obejrzeć wiele interesujących walk – szkoda, że tym razem nie moich. Swoje walki raczej wymęczyłem, tylko finał skończył się w regulaminowym czasie przewagą punktową, a i to niewielką.Cieszy mnie, że z kolegami z klubu zamknęliśmy kategorię. W średnio zaawansowanych (pozdrowienia dla koleżanki z klubu, która uświadomiła mi, że pisze się to oddzielnie) chłopaki też dali radę. Tam do półfinałów doszło trzech zawodników warszawskiego Alliance Team. Ładnie zaprezentowali się Jasiek Bakun i Paweł Adamski – „Spineiro” już nas bowiem przyzwyczaił do sukcesów w tej kategorii. Wreszcie czuję, że zasłużyłem na rashguard z GA II:). W zeszłym roku mój udział w turnieju był raczej przypadkowy – nie pojawił się jeden z zawodników, o czym dowiedziałem się niemal w ostatniej chwili. Nie miałem złudzeń, że mój start miał raczej na celu zmęczenie Łukasza Bagińskiego, żeby nie miał jednej walki mniej w stosunku do innych zawodników. Nie za bardzo mi się to zresztą udało, ale plan minimum wykonałem – całej walki nie dało się zmieścić na hajlajcie, wobec czego nagrodę za najszybsze poddanie zgarnął kto inny. Jak będzie w tym roku? Zobaczymy, ale sam udział na imprezie tego typu nobilituje. Organizatorom należy się uznanie nie tylko za pomysł, ale i za jego realizację, która stoi na naprawdę wysokim poziomie.




