W ostatni weekend w stolicy Niemiec odbyła się pierwsza edycja turnieju GFTeam OPEN Berlin. Z racji bliskiej odległości od naszej granicy na zawodach wystartowało wielu polskich zawodników, oczywiście z medalowymi rezultatami.
Fakty o GFTEAM OPEN BERLIN
1. Miejsce i organizacja
Zawody rozgrywane były pod Berlinem w małej hali sportowej na osiedlu mieszkalnym. 4 maty na których prawie cały czas odbywały się walki poza drobnymi przerwami. Duży minus to brak nagłośnienia i jakiegoś mikrofonu do wyczytywania zawodników czego skutkiem było zamieszanie w momencie wołania do walk – zdarzało się ze wołali kogoś kto kompletnie był niegotowy do walki. Brak drabinek i godzin startu kategorii wagowych też nie ułatwiał zadania – trzeba było być mega czujnym żeby zawalczyć 🙂
2.Weryfikacja i ważenie.
Można powiedzieć że całkiem pominięty temat. Niby ważyli i sprawdzali tą wagę – ale słyszałem od innych że wajchy przechodziły typu 2/3 kg nadwagi na spokojnie 🙂 Czegoś takiego jak sprawdzenie ubezpieczenia i badań lekarskich nie było wogule – nie wiem jak to u nich wygląda ale całe szczęście że nikomu sie nic nie stało bo opieka medyczna w postaci jednej sympatycznej Pani która nie miała ze sobą żadnego sprzętu poza maścią i plastrem to chyba za mało 🙂 Ale może uznali że trzeba być twardym.
3. Atmosfera i walki
Atmosfera bardzo przyjazna – organizator chętnie współpracował przy jakichkolwiek pytaniach – Niemieccy sąsiedzi mili i uczynni. Wszyscy uśmiechnięci i pomocni. Walki na niezłym poziomie nawet w niskich pasach – widać że nasi sąsiedzi idą w dobrym kierunku bo było kilku zawodników fajnie się ruszających. Polacy oczywiście jak zawsze zawinęli całkiem sporo kategorii wagowych i w Gi i w No-GI
4. Sędziowanie
Chyba najsłabszy punkt imprezy. Kilka rażących błędów. Osoby przy stolikach całkowicie nie ogarniające nie wiem skąd się tam wzieły. Brak znajomości przepisów według których zorganizowali zawody. Nie mówię oczywiście o wszystkich bo było dwóch doświadczonych sędziów z Berlina ( jeśli się nie mylę to obaj czarne pasy ) i oni dwoili się i troili żeby naprawiać błędy kolegów 🙂 No i niestety niejednokrotnie faworyzowanie swoich – no ale tak to już bywa jak się nie poddaje przed czasem.
Podsumowując mimo kilku niedociągnięć fajne zawody na przetarcie przed sezonem. My napewno wybralibyśmy się jeszcze raz bo to fajna okazja dla młodych zawodników na zebranie doświadczenia i pierwsze szlify a dla lepszych sprawdzenie formy. Na przyszłość polecam 🙂
Oss
Autor; Marcin Rąbel z West Coast Świnoujście



