Podsumowujemy Mistrzostwa Europy ADCC 2021

No więc doczekaliśmy się kolejnej edycji Mistrzostw Europy ADCC będących niewątpliwym priorytetem dla większości grapplerów z tej części globu. Powody są znane i oczywiste – bilet na Mistrzostwa Świata i opcja walki z elitą. Posucha związana z Covid-19 odebrała na długi czas możliwość rywalizacji większości chwytaczy stąd można było spodziewać się, że głód wzrośnie i tak się najwyraźniej stało. Około 260 zawodników stanęło wczoraj do walki na matach hali UAM w Poznaniu. 

Hala stopniowo zaczęła zaludniać się od godzin porannych, gdyż jak wiadomo bezlitosny proces robienia wagi miał zakończyć się przy weryfikacji i każdy chciał wreszcie spokojnie ładować się przed walkami. Ta przebiegła raczej bezkolizyjnie i dzięki temu na trybunach mogliśmy oglądać coraz więcej kolorów w postaci powracających do życia, najedzonych fighterów. Przeszliśmy następnie do oficjalnego omówienia zasad, a następnie do rozpoczęcia rywalizacji od kategorii Masters, poprzez Kobiety, aż do najcięższych kategorii Pro. Jedna i najważniejsza lekcja ze wspomnianego omawiania zasad – zapamiętać przewały i kontrowersje z tej edycji, zanotować i pytać przy kolejnych turniejach. No doubt !

Być może to i mało obiektywne podejście, ale wszyscy pojechaliśmy tam dla swojaków. Nie tylko dla najbliższych z rodzimych klubów, ale i znajomych Polaków na których występy czekaliśmy. Dobrze znamy wagę tego wydarzenia i tego jak wiele życia kosztują przygotowania do tego jednego, najważniejszego startu. Niestety pierwszym poważnym bólem serca była przegrana Kamila Wilka, który jako faworyt tej kategorii odpadł w pierwszej rundzie z zawodnikiem z Unity Jiu Jitsu. Wilku niestety musiał uznać kontrowersyjną decyzję sędziów, którzy nie ocenili całego pojedynku, a jedynie aktywność przeciwnika w dogrywce. Wielka szkoda, aczkolwiek wiemy że Kamil to wciąż ścisły europejski top i bilet jeszcze na niego czeka. 

Ze złotym medalem i tytułem Mistrzyni Europy ADCC wróciła Magdalena Loska, która jak burza przeszła przez kategorie +60 kg. Niestety podczas tych trialsów kategorie kobiet nie otrzymywały kwalifikacji, ale wierzymy, że z taką dyspozycją Magda może śmiało stawać do walki w następnych trialsach w walce o bilet. 

W najcięższej kategorii wagowej PRO mogliśmy liczyć na Mateusza „Bolo” Juskowiaka który po raz kolejny dotarł do finału , niestety tym razem ulegając w finale przeciwnikowi, który udanie zrewanżował mu się za ostatnie trialsy. Bardzo dobre występy zaliczyli reprezentanci klubu Grappling Kraków w postaci Dominika Olszewskiego (-98,9 kg) oraz Krzyśka Kubita (-87,9 kg) którzy na swoje konto dorzucili znaczące wygrane obydwaj stając na III miejscu podium swoich kategorii. Kto był, wie i zna poziom trialsów ten wie ile waży brąz z takiej imprezy.

Niewątpliwą wisienką na torcie na którą wszyscy czekali był występ Mateusza Szczecińskiego w kategorii -76,9 kg. Od dawna wiadomo, że Mateusz jest w mega sztosie, a jego umiejętności z roku na rok idą niesamowicie w górę. Pierwsze walki nie trwały zbyt długo, a prawdziwe emocje odpaliły się dopiero przy rewanżu z Rossem Nichollsem. Jak dobrze wiecie udało się i to w pięknym, firmowym stylu. Niestety i w przypadku Mateusza w półfinale sytuacja z decyzją sędziów była rozczarowaniem wszystkich zebranych na sali. Po turbo technicznym boju z Oliverem Tazą w dogrywce po jednej nieprzemyślanej akcji sędziowie orzekli punkt minusowy na rzecz Mateusza. Ten natomiast zdecydował o wygranej Olivera Tazy, który wykazując się sportową klasą uniósł w górę rękę Mateusza niezbyt uznając swoją wygraną. Tak jak w przypadku Kamila Wilka, wiemy że to nie koniec podróży i bilet na finały jest kwestią czasu, a tak właściwie następnych trialsów. 

Nie możemy zapomnieć o tych, którzy mimo braku medalu zaliczyli świetne występy. W kategorii -87,9 kg objawieniem był Marcin Maciulewicz, który dotarł aż do półfinału po drodze zaliczając wygrane z takimi zawodnikami jak Daniel Skibiński czy Adam Niedźwiedź. Reprezentant Aligatores Fight Club pochodzący ze Śląska zaznaczył swoją obecność na europejskim podwórku i pokazał, że dopiero się rozkręca. Bardzo mocny występ zaliczył również Kuba Najdek, który w bardzo dojrzałym i doświadczonym stylu wygrywał swoje walki odpadając dopiero w 1/4 finału (70 osób w kategorii) z mocnym Rosjaninem, któremu dobrze napsuł krwi. Dla takich emocji warto zarwać 15 godzin na sali i wrócić do domu o 5 nad ranem. Tak było. Pozdrawiam. 

Tekst: Łukasz Truskolawski
fot. Dominik Borowczyk 

CO JEST KULANE?

Przeczytaj także