Zapraszamy do przeczytania obszernego wywiadu z posiadaczem najwyższego stopnia w brazylijskim jiu jitsu w Polsce, legendą tego sportu – Mariuszem Linke. Manolo opowiada w nim między innymi o kontuzji, której nabawił się w ostatniej walce, o Swojej karierze w MMA i o tym dlaczego wybrał BJJ.
Jak się miewasz ostatnimi czasy? Czy wyleczyłeś już kontuzję barku?
Powoli czuję się coraz lepiej. Kontuzja barku jakiej się nabawiłem na samym początku mojej ostatniej walki okazała się poważna na tyle, że już 3 tydzień jestem wykluczony z treningów tzn. chodzę na fizykoterapię i jeżdżę na rowerze stacjonarnym ok. 2 godzinki dziennie. Miałem nadzieję na występ na pierwszym turnieju NAGA w Paryżu, ale niestety nie dałem rady się wyleczyć i najbliższy swój start przesunąłem na styczeń i Lizbonę. Dobrze, ze walczyłem w rashu w czasie ostatniej walki bo widok barku nie na swoim miejscu nie był za ciekawy i dzięki temu oszczędziłem widzom tak nieprzyjemnego widoku hehe.
Powiedziałeś kiedyś, że nienawidzisz przegrywać. Niestety ostatnie starty w MMA nie możesz zaliczyć do udanych. Napisałeś też niedawno, że kończysz z tym sportem i skupiasz się na Jiu Jitsu. Czy jest to spowodowane emocjami czy jednak chłodną kalkulacją?
Jeżeli chodzi o MMA to nie przerywam treningów pod tym kątem bo lubię to, a poza tym pomagam jako sparing partner moim zawodnikom, którzy aktualnie szykują się do swoich walk. Na tę chwilę nie mam zamiaru walczyć więcej w MMA i chyba pozostanę przy swojej decyzji. Jedyny wyjątek zrobię tylko wtedy gdy mój Mistrz – Macaco zadzwoni i powie ze mam walkę bo jemu się nie odmawia. To prawda, że nie lubię przegrywać jednak nie to jest najgorsze, ale tak zwane Polskie Piekiełko, które tylko czeka na potknięcia, aby móc dopieprzyć swoje mądrości na temat na który tak naprawdę nie mają pojęcia. Oczywiście powinno to spłynąć po mnie, ale nie do końca tak się dzieje. W tym roku mam zamiar wystartować w ME w Lizbonie, MŚ NAGA w Newarku, Mundialu CBJJE w Sao Paulo i Masters & Seniors w Rio. Plan jest prosty bo interesują mnie tylko złote medale… a jak będzie zobaczymy. Póki co jestem na etapie pozyskiwania sponsorów na te wyjazdy bo niestety z własnych zasobów nie dam rady.
Jak wiemy Internet rządzi się swoimi prawami. Ludzie są anonimowi, mogą pisać co chcą bezkarnie. Rzadko zdarza się, żeby osoby takie jak Ty odpowiadały na krytykę. Ostatnio jednak na największym portalu MMArocks.pl skomentowałeś wpis na Swój temat. Rozumiem, że miałeś już dość niepochlebnych opini ze strony anonimowych osób i nie wytrzymałeś?
Słuchaj przegrana to przegrana, nie ja pierwszy przegrywam i nie ostatni. Podczas całej mojej kariery miałem wiele porażek bo nie może być inaczej jeżeli od 36 lat jeżdżę z turnieju na turniej. Oczywiście dziękuję Bogu, że zwycięstw było zdecydowanie więcej od przegranych… bo gdyby było inaczej nie wiadomo jak potoczyłoby się moje życie. Każda porażka boli tak samo (przynajmniej mnie) czy to w judo, MMA czy jiu jitsu. Generalnie nie lubię przegrywać, ale kto lubi. No i tak po ostatniej walce siedzę sobie w domu nie mogę spać bo bark mnie napieprza niemiłosiernie, wchodzę na portal o MMA i czytam, że generalnie jestem zerem i powinienem się wstydzić za to, że się urodziłem. Na chłodno powinienem to olać, jak zwykle to robię (bez obrazy dla tych pismaków). Większość z was internetowi fighterzy nigdy nie przyjęła ciosu, nie mówiąc już o oddaniu. Łatwo pojechać z kimś nie podając swojego imienia czy nazwiska i chowając się za wymyślnymi ksywkami. Naprawdę ja cały czas podtrzymuje to co kiedyś napisałem: jeżeli uważasz szanowny hejterze, że jestem słabym pozerem to przyjedź do mnie (a to dlatego, że na 100 procent jestem starszy i ciężko mi się już ruszać bo stawy dolegają) powiedz co myślisz o mnie, wyzwij na pojedynek (bez obaw przecież jestem słaby)… a potem nie proś o litość. Przy czym ci sami ludzie udający znawców pytają po jakiejś tam walce Semmiego Schilta w MMA po co on się do tego pcha, nie wiedząc, że gość stoczył w tej formule ze 40 walk na największych imprezach świata. Więc pytam na czym wy się znacie? Na koniec co mnie już rozwala na maksa to najpierw krytyka Pawla Nastuli (mistrza nad mistrzami, który nie wahał się podjąć wyzwania), ale nie jakaś tam twórcza, ale taka aby coś tam pisać, a potem jechanka po Tomku Adamku, że jest słaby, zadufany i pazerny na sos, a w ogóle nigdy nie będzie mistrzem (a co z tymi dwoma kategoriami w których już był?).
Jak z perspektywy czasu ocenisz Swoją karierę w MMA? Czy zmieniłbyś coś w jej przebiegu? Dobór przeciwników, może inne przygotowania do walk?
Nigdy nie miałem zamiaru robić kariery w MMA. Tak naprawdę mimo że, nie wszyscy chcą o tym pamiętać (bo jest to dla nich niewygodne) tworzyłem tą dyscyplinę w Polsce zarówno jako zawodnik jak i organizator. Czy jestem zadowolony z tego co osiągnąłem? Na pewno tak i mowie to bez zastanowienia. Stoczyłem jako pierwszy walkę na zasadach MMA (a raczej vale tudo bo bez rękawic i limitu czasowego) ze Sławomirem Zakrzewskim podczas turnieju bokserskiego Gryfa Pomorskiego w 2001 roku. Trzykrotnie walczyłem w Brazylii (Brazylian Super Fight gdzie przegrałem i w turnieju UCF w Sao Paulo gdzie zająłem 2 miejsce).Na koniec walczyłem także w USA z członkiem rodziny Gracie, tak wiec jak na gościa w moim wieku, który zaczął przygodę z Brazylijskim Jiu Jitsu w wieku 30 lat, a z MMA jeszcze później to nie jest źle, przynajmniej jak dla mnie. Trenowałem z największymi sławami MMA jak Macaco, Cyborg, Saku, Minotauro, Luiz Azeredo, Napao i wielu innych o których to treningach mogłem pomarzyć w momencie kiedy to wszystko zaczynałem. Niemożliwe nie istnieje i to jest prawda tylko czasami trzeba spojrzeć za siebie i zobaczyć co się osiągnęło bo w pogoni za coraz to nowymi medalami i osiągnięciami zapominamy co osiągnęliśmy i czasami dajemy sobie wmówić, że to wszystko nic. Dodatkowo wisienką na torcie jest fakt, że w czasie walki w BSF moje nazwisko wyczytywała anonserka z PRIDE. Tak więc słyszałem Murrrrrrrisz Liiiiiinke i to było wspaniałe, a przegrane, no cóż są nieodłączne z walkami jak i wygrane. Na pewno cieszę się, że spróbowałem bo tego nikt mi nie odbierze.
Jesteś głównym trenerem Macaco Gold Team w Polsce. Czy spełniasz się w tej roli i co czujesz widząc jak Twoi uczniowie pną się w górę i osiągają sukcesy?
Wyjeżdżając do Brazylii na treningi u Macaco nie spodziewałem się, że tak to wszystko się rozwinie. Po powrocie z Sao Paulo wiedziałem już, że muszę zmienić swoje życie i postawić na BJJ. Jestem bardzo dumny ze swoich zawodników, którzy zdobywają coraz więcej medali, zmieniają swoje życie i spełniają marzenia. 300 osób tylko z samego Gold Teamu startujących na zawodach Polish Open Gold Team Championship robi naprawdę wrażenie, czy się to komuś podoba czy nie. Takie chwile dają moc do dalszej pracy. Dodatkowo cieszą mnie wyniki moich byłych wychowanków, którzy poszli własną drogą. tworząc swoje teamy i nie zawsze przyznają się do tego kto tak naprawdę pchnął ich do tej ciężkiej pracy. Dziś są championami i niejednokrotnie legendami MMA i BJJ wychowując następnych adeptów, którzy za jakiś czas będą dawać świadectwo potęgi polskich fighterów.
Twój brat Maciej zawsze podkreśla, że w sporcie Tobie zawdzięcza najwięcej. Ile w jego sukcesach jest Ciebie?
To pytanie tak naprawdę powinno być skierowane do Zoo. Ja jedynie mogę powiedzieć, że mam szczęście, że moim najlepszym uczniem (w tej chwili już mistrzem) jest mój Brat którego bardzo kocham.
Powiedziałeś kiedyś, że Twoim marzeniem jest wychować mistrza świata czarnych pasów adulto. Czy widzisz taką osobę w swoim otoczeniu?
W tej chwili jeżeli chodzi o osiągnięcia to największym sukcesem jest brązowy medal na Mundialu CBJJE w Sao Paulo zdobyty w brązach przez mojego brata. Mam Nadzieję, że pobijemy to osiągnięcie, a kto to zrobi to się okaże. Zależy to od samych zawodników. Od tego ile mają w sobie determinacji, ambicji i szczęścia. Mam kilku kandydatów (Dziki, Pumba, Tygrys, Mario, Hip Hop, Timon) ale czy na tytuł mistrza świata adulto? Nie wiem, ale mam nadzieję że im się uda osiągnąć to o czym marzą. Być może mistrz świata adulto już trenuje w klubie tylko ma 5, 6, 7 lat i ci starsi zawodnicy których wymieniłem będą dla tych młodszych tworzyć warunki do rozwoju porównywalne z warunkami i poziomem jaki jest w Brazyli. Tego życzę sobie i mojemu klubowi.
W odpowiedzi na pytanie o turnieje w Polsce, powiedziałeś, że jesteś już spełnionym zawodnikiem. Jak zatem podchodzisz teraz do rywalizacji?
Jeżeli chodzi o krajowe podwórko to jestem naprawdę spełnionym zawodnikiem. Wygrałem wszystko co było do wygrania w Polsce do czasu Ligi BJJ która odbywała się w Raciborzu. Tam ważąc 85 kg walczyłem i wygrałem w wadze ciężkiej. Już przed zawodami powiedziałem, że to moje ostatnie zawody w Polsce. A co do rywalizacji, to mam ja na co dzień w klubie walcząc z moimi zawodnikami którzy są topowymi fighterami. Poza tym walczę parę razy w roku na Mistrzowskich imprezach (MŚ, ME, PanAm), które dają mi ogromną satysfakcję i możliwość współpracy ze sponsorami. Cały czas najważniejszy był dla mnie trening (bez którego nie umiem żyć), a zawody to tylko dodatek. Wcześniej judo, a teraz jiu jitsu (oprócz mojej rodziny) to całe moje życie.
Masz na koncie mnóstwo sukcesów sportowych, który z nich cenisz najbardziej? Który okupiony był największym trudem?
Wszystkie sukcesy cenię jednakowo, bo wszystkie okupione są ciężką pracą. Jeżeli myślę o najcięższej walce w moim życiu to mam takowe trzy. Pierwsza to walka na Pucharze Świata w Judo z Kubańczykiem w kat wag do 71 kg w Sofii. Przegrałem w ostatnich sekundach prowadząc cała walkę ale ujechałem się tak, że leżałem przy macie chyba z godzinę po walce. Walka nr 2 to finał turnieju MMA UCF w Brazylii po jednym z ciosów pękło mi czoło na 5 cm i cały zalałem się krwią. Po walce nie czułem polowy twarzy przez ponad miesiąc, a smarkałem skrzepami krwi chyba ze dwa miesiące. No i walka nr 3 na tegorocznym European BJJ Open, gdzie w finale kat adulto czarnych pasów nie byłem w stanie podnieść się po walce na ogłoszenie mojego zwycięstwa przez sędziego, a potem Zoo reanimował mnie ze 2 godziny. Zmęczenie tą walką czułem jeszcze 3 dni później na treningu. Natomiast prawdziwe piekło przeżyłem tak naprawdę podczas treningów w Brazylii. Kto ze mną był ten wie, a opowieści tego nie oddadzą.
Wiele osób mówi, że wybrało sporty walki dlatego żeby nabrać pewności siebie, samodyscypliny i podciągnąć kondycję fizyczną. Jaki był Twój powód, co Tobie dał sport?
Na treningi judo w Arkonii Szczecin zapisała mnie mama bo chciała abym umiał się obronić. Jestem jej wdzięczny bo dzięki temu poznałem wspaniałych ludzi, takich jak mój trener judo Lech Morus czy BJJ Jorge Patino. Poza tym mogłem się spełnić i dalej się spełniam jako fighter i trener bo myślę, że do tego Bóg powołał mnie na ten świat. Trenując judo cały czas najbardziej zafascynowany byłem parterem, a BJJ okazało się tym na co czekałem. Jedyne czego żałuję to, że nie mogłem zacząć tego trenować jako nastolatek bo być może sam byłbym mistrzem świata adulto, a tak zostaje mi kat senior hehehehe.
Przypuszczam, że na początku Jiu Jitsu to była tylko miłość. Teraz jest to też sposób na utrzymanie rodziny. Czy po tylu latach na macie możesz powiedzieć, że stara miłość nie rdzewieje?
Jiu jitsu zarówno na początku jak i teraz jest moją miłością (dzięki bogu, że odwzajemnioną hehehe). Jeżeli nie mogę trenować, tak jak teraz, jestem najnormalniej nieszczęśliwy jak człowiek, który zamiast 3 posiłków zjada tylko jeden… niby nie umrze z głodu ale najedzony też nie będzie. Mam nadzieję, że nigdy priorytetem w jiu jitsu nie będą dla mnie pieniądze, bo wtedy byłbym człowiekiem przegranym, przynajmniej we własnych oczach, a ta opinia jest dla mnie najważniejsza.
Jak scharakteryzowałbyś Siebie jako zawodnika Jiu Jitsu?
Tu cisną się tylko dwa słowa – pracowity muł 🙂
Jesteś legendą tego sportu w Polsce, a legendy to doświadczeni zawodnicy, również wiekowo. Jak udaje Ci się pomimo, dojrzałego już wieku, tak dobrze trzymać formę?
Moim błędem, a może zaletą jest to, że nie dopuszczam do siebie myśli, że za chwilę stukną mi 42 lata. Trenuję codziennie, nie piję, nie palę, nie ćpam, odżywiam się zdrowo dbając o suplementację mojej diety więc mam nadzieję, że pozostanę w formie jeszcze jakieś 30 lat hehehe. Trenowałem pod okiem Maestre Flavio Behringa, który w wieku 70 lat ma wygląd 45 latka (ale w formie, a nie po piwnej kuracji :)) i kula się ze swoimi uczniami niejednokrotnie dominując tych zawodników. Wiadomo, że nie każdy może być Randym Couturem, ale każdy może się starać takim być… więc ja będę się starał. Widziałem mojego idola Ricksona Graciego (wygladał świetnie) i rozmawiałem w Brazylii z osobami, które w ostatnich czasach z nim walczyli. Potwierdzili w rozmowie, że plotki o jego wielkości naprawdę nie są przesadzone (kończy topowych zawodników mając 50 na karku). Ktoś mi zarzuci, że daje tu przykłady fenomenów, ale tylko z takich ludzi należy brać przykład. Czyli moja puenta (którą wyśmiewa Zoo) – trening, trening…trening heeeeyyyyyyyyyy!!!!
Jak Mariusz Linke widzi Siebie za 10 lat?
Mam nadzieję, że wytrwam w postanowieniu i nie będę walczył w MMA bo zarówno internauci jak i moja głowa mogliby tego nie wytrzymać hehehehe. Ale tak na poważnie mam nadzieję, że nie zmienię się nic (prawie jak słowa piosenki), będę rozwijał Gold Team, a jednocześnie jiu jitsu sygnowane „podpisem” mojego Mistrza Jorge Macaco Patino. Oczywiście liczę na swoich uczniów, że dadzą mi powody do wzruszeń swoimi osiągnięciami w ciągu tych następnych 10 lat tak jak do tej pory. Mam również nadzieję, że moje dzieciaki które trenują już BJJ będą ze mną podróżowały w poszukiwaniu następnych sportowych wyzwań 🙂
Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi i życzę powodzenia w spełnianiu marzeń zarówno tych na macie jak i poza nią. Jeśli chcesz komuś podziękować zostawiam Ci miejsce.
Chciałbym podziękować mojej żonie za to, że jest dla mnie taka wyrozumiała, a także wszystkim tym którzy pomagają mi w spełnianiu moich sportowych marzeń. Bez ich pomocy nie byłoby mnie na tych wszystkich imprezach poza granicami naszego kraju. Na koniec całusy dla Bianki i Mikea 🙂







