
Prezentujemy wam dziś wywiad z czołowym Polskim judoką Krzysztofem Wiłkomirskim, który jest brązowym medalistą Mistrzostw Świata ( 2001 ) i Europy ( 2003 ) Brał także udział na Olimpiadzie w Atenach i Pekinie. Nasz reprezentant ma zapewniony start na Olimpiadzie w Londynie. W wywiadzie Krzysiek zdradza swoje plany startowe oraz ocenia szansę polskich judoków na kwalifikację do Igrzysk Olimpijskich, które odbędą się w Londynie 2012 roku.
Mistrzostwa Europy w Stambule zakończyły pierwszy rok kwalifikacji do igrzysk w Londynie 2012, jak go oceniasz?
Choć na dziś dzień mam kwalifikację olimpijską, to wiem, że przede mną jeszcze wiele wysiłku, by dowieść bilet do Londynu do końca rywalizacji. Obecnie zajmuję trzynastą pozycję w rankingu olimpijskim, a na igrzyskach wystąpi najlepszych dwudziestu dwóch zawodników z każdej kategorii wagowej. Mam nadzieję, że trzynastka nie okaże się dla mnie pechowa.Pierwszy rok zmagań nie był dla mnie łatwy. Zarówno trening, jak i starty, były przerywane mniejszymi bądź większymi kontuzjami, a ostatnio poważnymi chorobami wirusowymi. Pomimo przeciwności losu, udało mi się zdobyć kilka ważnych medali. Przyznaję, że jestem bardzo zadowolony z aktualnego miejsca w klasyfikacji.
Jak oceniasz sytuację i szanse pozostałych judoków?
Obecnie zdecydowanie najmocniejszym punktem naszej kadry jest waga ciężka. Janusz Wojnarowicz (+100 kg) oraz Urszula Sadkowska (+78 kg) to już niemal nasi pewniacy w Londynie. Zajmują bardzo wysokie pozycje w rankingu, a myślę, że wciąż będą pięli się do góry. Paweł Zagrodnik (–66 kg) ma także w dobrą sytuację wyjściową na decydujący rok kwalifikacji. Czternaste miejsce niczego jednak nie gwarantuje, bo do zdrowia wraca Tomasz Kowalski, który potrafił już wygrywać najmocniejsze Puchary Świata i to jeszcze kiedy był juniorem, więc „Lepszy” musi mieć się na baczności. W ostatnich miesiącach, najlepszą naszą zawodniczką jest Katarzyna Kłys. W tym roku ze wszystkich pięciu Pucharów Świata, wracała albo z medalami, albo z piątymi i siódmym miejscem. Mocno też kibicuję Robertowi Krawczykowi, który dość nieoczekiwanie zmienił kategorię wagową na wyższą i rywalizację o swoje czwarte igrzyska zaczyna od początku. Oczywiście jeszcze kilka osób z kadry jest w stanie załapać się do reprezentacji na Londyn. Wierzę, że grupa judoków będzie liczniejsza niż w Pekinie. Ja nie mogę tez zapomnieć o Tomaszu Adamcu. Walczymy w tej samej wadze –73 kg. Jest świetnym zawodnikiem i traci do mnie niewiele dystansu. Stać go nawet na wygranie Gran Prix lub Grand Slamu, a wówczas, ja będę musiał go gonić.
Nadchodzący rok będzie zdecydowanie ważniejszy, gdyż punkty zdobywane na zawodach są liczone podwójnie. Jakie masz plany startowe na najbliższy okres i końcówkę kwalifikacji?
Drugi rok jest zdecydowanie cięższy i ważniejszy, dlatego odpowiednie przygotowanie odegra kluczową rolę. Powoli wracam do zdrowia po ostatnich chorobach. Czuję się zdecydowanie lepiej. Przeszedłem badania wydolnościowe i rozpocząłem długi cykl treningowy przed sierpniowymi mistrzostwami świata w Paryżu. W międzyczasie chciałbym wystartować w pucharach świata na przełomie czerwca i lipca, aby wywalczyć trochę punktów. Najwcześniej na macie pojawię się pod koniec czerwca. Teraz chcę się skoncentrować tylko na treningu. Wszystko zależy od budżetu PZjudo i na jakie zawody nas wyśle. Docelową imprezą jest światowy czempionat w sierpniu. Dalsze plany schodzą na wtórny plan. Nie zastanawiam się, gdzie wystartuję we wrześniu, czy październiku.
Wracając do spraw zdrowotnych, chyba wykorzystałeś już limit pecha i kontuzji??
Mam taką nadzieję. Kontuzje wpisują sie w sport wyczynowy, a w szczególności w sporty walki. Niemniej jednak liczę, że nadchodzący rok okaże się dla mnie łaskawy i będę przetrenuję go tak jak chcę, a nie tak jak pozwala sytuacja zdrowotna. Właśnie wychodzę z kilku ciężkich chorób wirusowych. Jedynym pocieszeniem jest to, że można na nie chorować tylko raz w życiu. W organizmie na zawsze pozostaje już odporność i. oczywiście, skoro musiałem już zachorować, to zdecydowanie lepiej, że miało to miejsce teraz, a nie na początku przyszłego roku.
Wiemy, że twój trening jest planowany indywidualnie, jakie są plusy takiego trenowania?
Plusów jest wiele i by je opisać, trzeba by napisać kilka książek. Jak sama nazwa wskazuje, trening indywidualny opracowuje się indywidualnie pod każdą osobę, w oparciu o bardzo wiele czynników. Pod uwagę bierze się aktualny stan zdrowia i to zarówno fizyczny, jak i psychiczny, poza tym moment w cyklu treningowym itd. Celem każdego treningu jest maksymalne podniesienie możliwości zawodnika. Wysiłek powinno się planować tak, by rozwijał, a nie wyniszczał organizm. Obecnie współpracuję z firmą 4SportLab, na czele której stoi prof. Tomasz Gabryś. Wraz z Michałem Garnysem planują i organizują mój czas treningowy od A do Z. W praktyce wygląda to w ten sposób, że co określony okres przechodzę rozmaite testy i próby wydolnościowe, zlecane mam rozmaite badania krwi. Wszystko po to, by później, na podstawie wszystkich danych, móc precyzyjnie dobrać obciążenie – intensywność – treningowe. Razem z Michałem Garnysem przekładamy wyniki na to, co się dzieje w na macie, siłowni lub w terenie. Dowodem naszej świetnej współpracy jest choćby medal na ostatnim pucharze świata, w którym startowałem. Mimo że walczyłem ciężko chory, oczywiście będąc tego nieświadomy, stanąłem na wysokości zadania. Chociaż, uczciwe rzecz biorąc, było mi bliżej do szpitala, niż do rywalizacji sportowej. Z 4SportLab współpracuję od dłuższego czasu i nasza współpraca świetnie się układa. Liczę, że z Londynu wrócimy wspólnie z medalem.
Czy możesz nam wyjawić, w jakim jesteś teraz okresie treningowym?
Jak już wspominałem, jestem po badaniach określających moje aktualne możliwości fizyczne. Pod uzyskane wyniki otrzymałem plan na najbliższy okres. Wracam po długiej przerwie spowodowanej chorobą, a celem są mistrzostwa świata. Rozpoczynam więc długi cykl treningowy, gdzie dominują obszerne treningi tlenowe.



