Podsumowanie obozu Berserkerów

bt

Po relacjach z obozów Gracie Barra, Linke Gold Team, Drysdale Jiu Jitsu i Rio Grappling Club nadszedł czas by podsumować dwunastą edycję obozu sparingowego BJJ & MMA w Starym Kaleńsku organizowanego przez klub obecnie najlepszy klub w Polsce Berserker’s Team!

.Jak co roku i tym razem frekwencja dopisała – z całej Polski zjechało się około 130 osób, plus jednostki które się przez obóz „przewinęły” w międzyczasie.

Kto chociaż raz tam był, ten wie o co kaman. Formuła obozu co roku jest taka sama. Rano o 8:00 bieg, potem od razu na matę, jakieś drille + jedna lub dwie techniki. Po rozruchu czas na śniadanie i spanie, dalej o 11:30 godzina sparringów, strzała na obiad plus spanie i na 16:30 normalny trening, z tym że zamiast sparringów mamy zadaniówki. Po tym wszystkim kolacja i czas wolny, a kto czuje się świeżym to jest jeszcze wolna mata albo rozciąganie, które w tym roku odbywało się o 21:00, z tym że obecność byłą nieobowiązkowa.

Przekrój zawodników po całości – od białego do czarnego paska, od dzieciaka po seniora. W tym roku wydaje mi się że najmocniej obsadzone były purpurowe pasy, ale na każdym pasku i chyba w każdej wadze znalazł się wymagający zawodnik. Było kilku Mistrzów Polski, osoby startujące regularnie na największych zawodach Gi i NoGi, a także osoby trenujące bardziej rekreacyjnie. Generalnie dominowali zawodnicy w kimonach, chociaż osoby w kalesonach też miały swój specjalny kącik, a obok maty rozłożono nawet klatkę. Naturalnie większość uczestników reprezentowała barwy Berserker’s Teamu, ale pojawiła się też reprezentacja Śląska, byli Złomiarze, Gdynia, Octagon, osoby z Krakowa i Rzeszowa, Magda i Jędrzej przed powrotem do Abu Dhabi, wiara z Poznania i ekipy z Niemiec i Irlandii. Obóz co roku w zasadzie jest taki sam, i nie ma za bardzo co się rozpisywać o tym jak wyglądały sparringi czy zadaniówki. Chyba że kogoś interesuje co dawali na obiad (kotlety), albo jaka była pogoda (słonecznie).

Dlatego dla osób które nigdy nie były jeszcze na obozie, albo z jakiś dziwnych względów boją się na niego pojechać przybliżę czym charakteryzuje się obóz w Kaleńsku. 1. Stare Kaleńsko – to w zasadzie ośrodek położony kilka kilometrów od Czplinka, który to sam w sobie jest dość spory. O ile jednak w Czaplinku jest Netto i Biedronka, a także coś na kształt rynku i bankomat, to w Starym Kaleńsku jest las, pole, jezioro, tory kolejowe bez szlabanu i czasami jedna kreska zasięgu. Nawet WiFi tam wywiewa, nie wiem jak pan nadzorujący sprawdza Facebook. Ośrodek sam w sobie jest bardzo fajny – leży nad jeziorem które okalają lasy, do wypożyczenia za free są kajaki, łódki i rowerki wodne. Można oczywiście pokąpać się w jeziorku, pograć w minigolfa czy po wspinać się na ściance jeżeli ktoś miałby jeszcze na to siły. Generalnie największy problem to dojazd, osoby bez samochodu nie mają w zasadzie możliwości dostania się do Kaleńska, chyba że ktoś lubi z torbami chodzić po lesie. Ale jak widać po frekwencji nie stanowi to zbyt wielkiego problemu – zawsze ktoś podwiezie na pociąg, PKS czy cokolwiek.

2. Zakwaterowanie – w głównym budynku ośrodka znajduje się większość pokoi i jadalnia. Pokoje są trzy-, cztery- lub sześcioosobowe, ale czasem robione są przekładki. Poza tym są jeszcze domki, mi nigdy nie udało się w żadnym zamieszkać, ale obozowicze sobie cenili. W każdym pokoju jest łazienka z WC. Na kimona można było pożyczyć suszarkę, a pranie kosztowało 10 zeta jeżeli ktoś potrzebował. A potrzebował chyba każdy. Największym problem pojawia się kiedy spadnie deszcz, jest dużo wilgoci w powietrzu, Tobie kończą się kimona, a nic nie chce schnąć. Doświadczeni obozowicze zabieraja ze sobą farelki, więc jakby ktoś planował za rok obóz, to radzę się zaopatrzyć.

3. Jedzenie – duży plus, bo praktycznie nie ma możliwości chodzenia głodnym. Pan kucharz i obsługa są otwarci na prośby i przyrządzają pojedynczym osobom potrawy z dostarczonych produktów. Jak ktoś np. nie je mięsa, jest na coś uczulony czy coś takiego, to generalnie się dostosowują. Nie ma tam może jakiegoś mega eko-bio-paleo-fit jedzenia, ale po pierwsze żarcie jest smaczne, po drugie jest go dużo. A na obozie wychodzi kto tak naprawdę trzyma dietę. Adam Wardziński zawsze był pierwszy przy czekoladowym musie, który w ogóle znikał jakieś dwie minuty po pojawieniu się pierwszych obozowiczów w jadalni.

4. Mata – duża, judocka mata. Na sparringu każdy znajdzie sobie miejsce, jest blisko od budynku i generalnie jest fajna. Minus jest takie że stoi na zewnątrz w namiocie, a końcem sierpnia bywa już chłodno i wiele osób paraduje w skarpetach. Jest też drugi budynek z matą gdzie na wieczorny trening chodziły osoby z MMA, podobno spoko, ja tam nigdy nie dotarłem. Tak czy siak warunki dobre.

5. Niesubordynacja – Bagi ma swoją sprawdzoną formułę obozu, do której trzeba się dostosować. Założenie generalne jest takie, że przyjeżdża się tam żeby mocniej po sparować i rozkręcić się porządnie przed sezonem. Dlatego duży nacisk jest kładziony na ciężką pracę na sparringach, a nie na technikę, która też jest, ale raczej symbolicznie. Natomiast jeżeli komuś nie chce się wstać na bieganie, albo spóźnia się na trening, to takiej osobie może przytrafić szpaler na czworakach albo nawet dwa. A te roześmiane 130 osób z pasami potrafi przypomnieć że na treningi generalnie nie można się spóźniać, a rano na bieg trzeba wstać.

6. Florki – chyba jedna z tych rzeczy, która odstrasza ludzi od obozu w Kaleńsku. O ile się nie mylę, jest to stara judocka tradycja obozowa, przeszczepiona na nasz grunt przez przedstawicieli tej dyscypliny którzy przerzucili się w BJJ. Zakłada ona, iż każda osoba która uczestniczy w obozie po raz pierwszy jest Florem, a cała reszta to Samurajowie. Bez względu na wiek, staż na macie czy obwód w bicepsie. Z pośród florków wybierani są dyżurni, którzy mają za zadanie chodzić po pokojach i budzić ludzi 30 minut przed każdym treningiem. Zdarza się też że muza załatwić jakieś prace dodatkowe, np. przynieść jakąś torbę, podać kompot, iść po dokładkę dla kogoś itp. A z fajniejszych rzeczy, to każdy florian musi dobrać się w grupę z innymi florasami i odbębnić przedstawienie. Takie przedstawienie odstawia się albo na stołówce, albo na macie po treningu, albo na ognisku na koniec obozu. Po tym wszystkim trzeba wygłosić formułkę, kleknąć i Bagi mianuje każdego na Samuraja. Nikt nie zamyka florków w klatce, nikt nie każe im tańczyć przy ognisku, ani skakać przez ogień. Nie zdarzyło się też, by florki musiały śpiewać, robić karne pompki. Nie istnieje też zjawisko „regulacji”. A co wydarzyło się w Kaleńsku – zostaje w Kaleńsku.

 

CO JEST KULANE?

Przeczytaj także