Pisze ten tekst w oczekiwaniu na kolejną wizytę u chłopaków w studiu. Już za niecałe pół godziny wjeżdża kolejna dawka tuszu. Jiu jitsu i dziary to jedna familia, zatem nie mogło zabraknąć kulania poświęconego tej tematyce.
Od zawsze. Środowisko fighter’ów, poprzez charakter swojej pracy zapewnia widowisko, a co za tym idzie jego wartość estetyczna ma bardzo duże znaczenie. Nie zawsze chodzi o atletyczną sylwetkę, a już napewno nie o piękną facjatę z modelowaną fryzurą. Od kiedy pamiętam nieodłącznym aspektem kultury fighter’skiej były tatuaże. Najbardziej intrygującą kwestią jednak było ich podświadome działanie na wyobraźnie przeciwnika. Już na samym początku mojej przygody z BJJ zauważyłem tendencję, że wydziarany przeciwnik na zawodach oznaczał ciężką przeprawę. Lata pokazały, że to tylko iluzja i pułapka myślowa spowodowana stresem przedstartowym. Dziary, z jakichkolwiek pobudek powstają niosą wyłącznie wyżej wymienioną wartość estetyczną.
Osobiście nigdy nie lubiłem sterylności. Laptopy we wlepach, poobklejane szafki w klubie, klatki schodowe potagowane markerem, poskreczowane szyby w autobusach (kto pamięta?) od zawsze definiowałem jako wizualne piękno, które tworzy klimat. Tak samo było z tatuażami, choć droga nie zawsze była taka oczywista. Moje pierwsze dziary które robiłem niemal dekadę temu miały dla mnie poważne znaczenie. Cierpliwie czekałem, aż wpadnę na pomysł, który wskaże mi wartościową kwestię mojego życia godną tatuażu. Na tych falach powstały portrety, hasła i inne obrazki, które miały w sobie „głębszy” przekaz. Jak jest dzisiaj? Zdecydowanie bardziej jaram się formą, pomysłem aniżeli tym co oznacza obrazek. Wymowne hasła, filozoficzne sentencje czy ideologiczne etykiety to kompletnie nie moja bajka. Wszystko pozostało kwestią freestyle’u i jeżeli jest pomysł to powstaje dziabka. Finito.
Nie wszyscy je mają, niektórym totalnie nie po drodze z taką formę ekspresji, ale Ci którzy zaczynają swoją przygodę na jednym nie kończą. Niektórzy po długich latach decydują się na korekty (siemano!), ale zajawa na tatuaże to coś więcej niż przewózka i napina na instagramie. To możliwość spędzenia czasu z bólem, oswojenia go w konkretnym celu. W sumie sytuacja podobna jak na macie, czyż nie ?
Pozdrowienia dla wszystkich dziarusów z maty !
tekst: Łukasz Truskolawski



