Z racji na wysyp noworocznych naborów do sekcji sztuk walki, znowu wszem i wobec można zaobserwować pojęcie „samoobrony”. Nie będziemy dzisiaj rozpisywać się o istocie takich zajęć, aczkolwiek zwrócimy uwagę na jej znaczenie w kwestii BJJ. Nie od dziś wiadomo, że samoobrona w BJJ to temat rzeka i każdy z trenujących ma jej własną definicję. Od wielu lat piewcy systemu „Gracie Jiu-Jitsu” gloryfikują znaczenie aspektu samoobrony w BJJ i wjeżdżają z krytyką na sportowe jiu-jitsu, które według nich jest pozbawione esencji. Czy jednak ten pogląd nie jest już zbytnio przestarzały?
Ostatnio za pośrednictwem portalu FloGrappling ukazał się ciekawy artykuł, którego autorem jest czarny pas BJJ Josh Hinger. Wciąż aktywny zawodniczo reprezentant Atos Jiu Jitsu napisał rozprawkę o tym, dlaczego poglądy legendarnego Ricksona Gracie na sportowe jiu jitsu i samoobrone są już „nie na czasie”. Hinger przywołuje historię sprzed 10 lat w której został zmuszony do użycia swojego BJJ w bójce. Udało mu się zutylizować dwójkę agresorów prostym schematem „wejście w nogi->slam->uderzenia w parterze”. Dodatkowo, był to czas w którym Hinger nie trenował i był daleki od szeroko pojętej formy.
Rickson Gracie w jednej ze swoich ostatnich wypowiedzi twierdzi, że „sportowe jiu-jitsu nie jest w żaden sposób powiązane z jiu-jitsu jako sztuką walki z powodu obowiązującego zestawu zasad, a co za tym idzie nie przekłada się na realne sytuacje”. Jak widać przykładów nie trzeba szukać daleko. Podejrzewamy, że historia Josha Hingera jest jedną z wielu w których startujący na zawodach praktykant BJJ użył podstaw, aby obronić się w realnej walce. Oczywiście mogło także dojść do sytuacji w której purpurowy pas dostał baty i nie użył swoich umiejętności, gdyż zawiodła psychika, ale to już zupełnie inna kwestia.
„Nie ma co dłużej debatować nad tym co jest sportem, a co sztuką walki. Przede wszystkim należy pamiętać, że zestaw zasad w żaden sposób nie ujmuje tego czym jest sztuka walki. Jako sport, sztuka walki wymaga zestawu zasad. Bez nich, dosłownie kilka osób wyrażałoby chęć rywalizacji, a już napewno nie dzieci. Gdyby nie było zasad, ugryzłbym każdego kto chciałby mnie dotknąć”
Kolejną kwestią jest niesławne wciąganie do gardy. Od wielu lat pole rywalizacji zawodniczej jest pełne osób, które niejako pomijają aspekt stójkowy walki w BJJ i decydują się na walkę gardą. Czy to oznacza jednak, że również w realnej walce wybierze opcje siadania na dupę? Według Hingera niekoniecznie. Musimy przede wszystkim liczyć na to, że osoba trenująca BJJ jest świadoma zagrożenia jakie niesie ze sobą taka decyzja. Nikt o zdrowych zmysłach raczej nie zdecyduje się na przyjęcie kopa w łeb, który momentalnie zakończy walkę. Jeżeli mamy odwoływać się do osób bardziej doświadczonych, to nawet najbardziej zaciekli „gardowicze” mają na tyle narzędzi, aby przewrócić niedoświadczoną osobę, zająć dosiad lub plecy i użyć techniki kończącej.
„Zawody wymagają od trenujących improwizacji i modelowania planu walki w przeciągu sekundy. Wszystko polega na odczytaniu ruchów przeciwnika i zrozumieniu tego co zamierza zrobić, a następnie uniemożliwieniu mu tego i wypracowaniu kontry, która pozwoli nam wygrać walkę i uniemożliwić mu dalszą rywalizację(…)Osoby rywalizujące w zawodach są w tym lepsi niż reszta. Mają wyostrzone zmysły, świetną motorykę i niezawodną wydolność – a przede wszystkim mają psychikę nastawioną na wygraną. Trenują po to, aby znaleźć i rozwiązywać problemy jak najszybciej. W mojej opinii zawodnicy jiu-jitsu są zawsze kilka kroków wprzód od tych co nie startują, a zatem lepiej poradzą sobie z niedoświadczonym agresorem”
Hinger podsumowuje artykuł skupiając się na współczesnym „hejcie”, który zaistniał w świecie jiu-jitsu. Bez dwóch zdań doczekaliśmy się podziału w środowisku na „podgrupy”, które są wierne swojemu systemowi i często nie szczędzą słów dotyczących wad pozostałych systemów. W tym przypadku Hinger zadaje pytanie: „dlaczego ktoś tak szanowany w środowisku, próbuje podnosić swoją wartość krytkując pracę innych?”. No właśnie, czy kiedyś słyszeliście od zawodników, aby publicznie wjeżdżali na aspekt samoobrony w BJJ? Czy to raczej ta niestartująca strona ma wieczną filozfie na to, że „kiedyś jiu-jitsu było inne”?



