
Juras na swoim blogu ustosunkował się do ostatniej wypowiedzi Olimpijczyka z Judo i czarnego pasa BJJ Travisa Stevensa, który twierdzi, że CrossFit to strata czasu.
Ostatnio natknąłem się na artykuł, w którym to olimpijczyk w Judo, czarny pas BJJ, Travis Stevens skrytykował mocno idee treningu zwanego CrossFitem, twierdząc, że to strata czasu. Cytując za grappler.info wypowiedź Stevensa:
„Po raz pierwszy usłyszałem o CrossFicie kilka lat temu. Widziałem wiele warsztatów i pokazów CrossFitowych. Wielu ludzi, którzy prowadzą te treningi nie są certyfikowanymi trenerami od przygotowania kondycyjnego. Oni po prostu podpatrzyli kilka ćwiczeń na stronach internetowych i zaczęli wprowadzać do swoich zajęć. Ludzi trenujących CrossFit można porównać do tych, którzy chcieliby uzyskać wyższe wykształcenie poprzez przeczytanie kilka książek w bibliotekach.”
Popularność crossfitu w Polsce i na całym świecie z roku na rok szybuje w górę. Jak grzyby po deszczu otwierane są nowe kluby nastawione na ten rodzaj treningu, a grono trenujących powiększa się błyskawicznie. Bardzo dobrze! Jestem za każdą formą aktywności fizycznej, która odrywa nas od biurek i fotela. Wśród moich znajomych mam sporo osób, które regularnie odwiedzają boxy crossfitowe. Rozumiem ich zabawkę i trzymam kciuki za wytrwałość.
Przejdźmy zatem do głównego wątku dzisiejszego bloga. Travis Stevens, to nie pierwszy zawodnik sportów walki, który negatywnie wypowiada się o cross ficie. Tak sobie myślę, co może być tym spowodowane, bo nie bardzo rozumiem jakąś zależność i konkurencyjność ludzi trenujących sporty walki z crossfitowcami. Dla mnie to dwa różne światy albo słońce dziś rano podczas biegu za bardzo mi przygrzało. O co zatem chodzi? Mam wrażenie, że prześmiewczość zawodników MMA czy BJJ względem crossfitu bierze się z tego, że szydzą z marketingowego zabiegu, jakim było nazwanie treningu obwodowego, robionego przez NAS odkąd świat pamięta i dorobienie do tego całej filozofii treningu, linii odzieży i całej tej marketingowej machiny. Tak tak, ja również uważam, że crossfit to nic innego jak trening obwodowy zawodników sportów walki ubrany w logo Reeboka i sprzedany szerokiemu gronu społeczności. Uważam również, że ten kto wpadł na taki pomysł powinien dostać Nobla z dziedziny marketingu. Trening na którym opiera się idea crossfitu z wykorzystaniem sztangi, kettli, piłki lekarskiej, czy drążka pamiętam jak robiłem na pierwszych treningach Taekwon-do w 1998 roku… U nas zawsze nazywało się to „stacje” i oznaczało nic innego jak trening wytrzymałości do upadłego. Jako samokat i masochista byłem fanem takich treningów 🙂
Podsumowując zatem moją krótką środową myśl blogową… Tak, jak robi to wielu moich kolegów z maty w swoich przygotowaniach uważam, że trening sportów walki pod względem technicznym idealnie współgra z treningiem crossfitowym. To czy ktoś robi ten trening na macie ze sprzętem, czy idzie w tym celu do klubu CrossFitowego to już jego osobisty wybór. Ja osobiście wybieram się do R99 na Racławickiej (gdzie prowadzi treningi mój były zawodnik z Copacabany Bartek Lipka) już od pół roku, ale jakoś brakuje czasu. Zamiast tego śmigam kettlami przynajmniej raz w tygodniu. Dalej nazywam to treningiem obwodowym 😉
Chcecie zobaczyć jak wygląda trening obwodowy w moim wykonaniu? Postaram się nagrać videobloga z tego wydarzenia już niebawem.
źródło: http://www.worldofbetsafe.com/pl/juras-blog/juras-blog-sporty-walki-vs-crossfit/



