Założyciel i główny trener Dragon’s Den Fight Club – Krzysztof Łukaszewicz zadaje kluczowe pytanie „Po co trenujesz BJJ?” No właśnie! Po co trenujecie?
Nie wiem jak Wy, ale ja spędziłem na macie kilka godzin. Mówię o samym brazylijskim i kalkuluję bardzo z grubsza: 12 lat x 10 miesięcy (odliczam średnio dwa miesiące w roku na kontuzje i wakacje) x 4 tygodnie x 5 treningów w tygodniu x 2 h (wciąż zdarza mi się zrobić więcej treningów w tygodniu, ale nie mam już 18 lat). Daje to razem 4800 godzin. To czas, który można by poświęcić na inne rzeczy. Ktoś pewnie powiedziałby, że można go spożytkować bardziej produktywnie. Jednak mimo chrupiących stawów i trzeszczących ścięgien nadal tarzam się po macie. I nie jestem w tym odosobniony. Są ludzie, którzy trenują dużo więcej. Nasuwa się więc pytanie: PO CO?
Motywacje są różne. Pominę zawodowców, którzy żyją z BJJ- choć jak głosi wieść gminna, ciężko jest z tego wyżyć i dlatego część z nich przechodzi do MMA (jakby tam było lekko). Chodzi mi o zwykłych ludzi, którzy studiują albo pracują, a wolne chwile poświęcają BJJ. Co ich motywuje?
Jiu-jitsu to najskuteczniejsza sztuka walki wręcz w realnym starciu.
Chyba nie wierzą w to nawet Rener i Ryron Gracie, wnuki mistrza Helio, synowie założyciela UFC, jedyni legalni spadkobiercy „prawdziwego jiu-jitsu”…. Oczywiście nigdy tego nie przyznają, ale mam nadzieję, że nikt im już nie wierzy. A jeśli tak, to polecam obejrzeć ich obronę przed nożem. Nie ujmuję nic Renerowi i Ryronowi, ich jiu-jitsu jest świetne. Ale nie rozumiem dlaczego karmią ludzi totalna propagandą i każą wierzyć, że BJJ jest na ulicy nie do pokonania.
Czy BJJ jest skuteczne na ulicy? – tak. Pod pewnymi warunkami: przeciwnik nie jest uzbrojony i jest sam. Dobrze też jeśli nie jest solidnym zapaśnikiem, bo wtedy strategia „obalić i obić lub udusić” może nie wypalić. Dlaczego? Bo mało który żużiteiro trenuje rzuty. Życzę powodzenia we wskakiwaniu do gardy. A Gracie self-defense? Abstrahując od samych technik, z których część jest ok, to ile znacie w Polsce akademii BJJ, które uczą samoobrony?
Jeśli więc trenujesz, żeby wygrywać na ulicy, to te tysiące godzin spędzone na macie mógłbyś zamienić na trening innej sztuki walki. Kilka lat boksu, muay thai, zapasów czy dobrze uczonej krav magi da Ci tę sama przewagę nad niewyszkolonym napastnikiem co BJJ.
Jiu-jitsu samo w sobie jest najlepsze do MMA.
Poważnie? Dlaczego zatem topowi zawodnicy BJJ kiedy przechodzą na MMA nagle zaczynają trenować zapasy, boks, muay thai? Przecież samo BJJ wystarcza. A może nie? Okazuje się, że przejścia tego typu rzadziej kończą się sukcesem niż porażką a ortodoksyjni żużiteiros raczej rzadko zachodzą daleko. Są oczywiście wyjątki w postaci np. Jacare, ale z jego atletycznymi predyspozycjami połączonymi z tytaniczną pracą można by z niego zrobić mistrza kilku innych dyscyplin. Zawodnicy BJJ najlepiej radzą sobie w MMA nie kiedy trenują wyłącznie BJJ- jak by tego chciał Rickson Gracie- ale kiedy do treningu dołączają np. zapasy. Jak Demian Maia. Dlaczego więc w większości akademii BJJ walki zaczyna się zawsze na kolanach a rzutów nie ćwiczy prawie nigdy?
Mistrzostwo BJJ- Polski, Europy, Świata..
Ok, są osoby, które wyznaczają sobie cele i do nich dążą. Np.: będę wielokrotnym medalistą największych ogólnopolskich zawodów BJJ i Submission Fighting. Postawiony w ten sposób cel sam w sobie jest motywacją. Osiągnięcie go da nam satysfakcję, lajki na FB, podbuduje też nasze ego i dobrze wygląda w opisie naszego facebookowego fanpage’a. Niektórzy idą dalej, chcą zostać mistrzami Europy czy Świata. Jeżdżą za granicę uczyć się od najlepszych, płacą sobie za starty w zawodach, ewentualnie szukają sponsorów. Trzeba jednak mieć świadomość, że sięgnięcie po najwyższe laury wiąże się nie tylko z ogromnym wysiłkiem i wyrzeczeniami, nakładami czasowymi i finansowymi. Po osiągnięciu mistrzostwa nie zmienia się w naszym życiu znowuż tak wiele, nie zaczyna do nas co miesiąc przychodzić olimpijska emerytura i nadal musimy martwić się o egzystencję w jej najbardziej przyziemnej materialnej formie.
W podejściu sportowym akceptujemy fakt, że walka sportowa coraz mniej przypomina walkę prawdziwą. Dlatego doskonalić trzeba techniki, które zapewnią nam zwycięstwo (choćby jedną przewagą). Uzasadnione jest wtedy podejście eliminujące wszystko, co nie przyda się na zawodach i trenowanie tego, co na zawodach da punkty, choć nie ma nic wspólnego z walką MMA czy samoobroną. Brazylijskie jiu-jitsu, podobnie jak niegdyś judo, buduje swoją popularność w oparciu o rywalizację sportową i jako sport pozyskuje stale rzesze nowych fanów.
BJJ jest fajne
Z tym trudno się nie zgodzić. BJJ jest fajne na wielu poziomach: sportowym, towarzyskim, psychicznym. Trening BJJ, jak na to, że jest to trening sztuki walki, jest po prostu przyjemny: nikt nie bije Cię po głowie, nie kopie piszczelami po udach, nie ciska tobą o matę 500 razy w trakcie jednego treningu (kto ćwiczył kiedyś judo albo karate kyokushin wie o co chodzi). Spotykasz ludzi, którzy oprócz tego, że dzielą Twoją pasję to często mają choć trochę podobne nastawienie do życia. Zawodnicy BJJ rzadko są agresywni, w końcu „napinanie się” nie jest dobrze widziane w tym środowisku. Trening daje dużą dawkę endorfin. Niech jeszcze uda się nam kogoś odklepać i klatę rozsadza duma, jak byśmy co najmniej dokonali przeszczepu serca. BJJ jest też dobre dla zbyt rozdmuchanego ego, bo prędzej czy później i tak ktoś nas podda a wtedy trzeba będzie spuścić trochę powietrza.
I jeszcze jeden paradoks. To co odrealnia walkę według przepisów BJJ, wszystkie te nowe sztosiki spod znaku „modern BJJ”, wszystko to co nigdy nie przyda Ci się w prawdziwej walce, czy to MMA czy pod Biedronką, wszystko to czyni żużitsu ciekawym i na swój sposób atrakcyjnym. Codziennie (!!!) powstają nowe techniki, nowe myki i niektóre z nich naprawdę działają. Trenując BJJ cały czas uczysz się nowych rzeczy i NIGDY nie możesz spać spokojnie, bo ktoś może zaskoczyć cię zupełnie nową, z pozoru absurdalną a jednak efektywną, techniką.
Po co więc…
…to wszystko piszę?
Ano po to, żeby czytelnik zastanowił się nad swoją motywacją i w zależności od niej dobrał odpowiedni rodzaj treningu.
Jeśli chcesz zostać przy BJJ ale wygrywać na ulicy czy w MMA, to koniecznie dołącz do swojego treningu obalenia lub rzuty. Poćwicz z judokami czy zapaśnikami i próbuj sprowadzić ich do parteru i obronić się przed sprowadzeniami. Nie zaszkodzi Ci też poznać podstawy uderzania i obrony przed podstawowymi ciosami i kopnięciami. Nie musisz być bokserem, ale wzięcie paru lekcji boksu otworzy ci oczy na rzeczy, o których nie miałeś pojęcia. Skoro przechodzący do MMA zapaśnicy uczą się BJJ i muay thai to dlaczego zawodnik jiu-jitsu nie miałby uczyć się nowych rzeczy.
Jeśli chcesz wygrywać na zawodach- śledź najnowsze trendy, wypracuj sobie swoją grę, rozkminiaj swoich potencjalnych przeciwników i ich strategie. Drilluj lapela, odwrotną, berimbolo, wszystko to, co pozwoli Ci zdobyć punkty lub przewagę. Ale nie zabijaj jiu-jitsu i czasem podrilluj coś oldschoolowego.
Trenujesz dla przyjemności- zajebiście. Jeśli tylko masz jasność w temacie bycia niepokonanym w walkach podwórkowych i bycia Roycem Gracie z pierwszego UFC to super. Przychodź na treningi, poznawaj nowych ludzi, poprawiaj koordynację, cardio, siłę, elastyczność. Rozwijaj się i ucz. Bądź otwarty na nowe rzeczy, również z innych sportów walki.
Jakie jest moje podejście?
Czy spędziłem prawie 5000 godzin robiąc coś bezsensownego? Wszystkie wyrzeczenia, diety, robienie wagi, rehabilitacja po kontuzjach- czy wszystko to na darmo? Oczywiście że nie! Dla mnie BJJ jest zajebiste, może być skuteczne w walce i jest nieodzowne w MMA. Harmonijnie rozwija ciało i umysł, wyobraźnię przestrzenną i połączenia nerwowe potrzebne do zapamiętania coraz bardziej złożonych technik. A tych cały czas przybywa! Brazylijskie jiu-jitsu posiada dziesiątki zalet, o których można poczytać na niezliczonych stronach poświęconych tej dyscyplinie (Swoją drogą, internetowa kultura BJJ jest niespotykanym dotąd fenomenem, porównywalnym chyba tylko z MMA). BJJ jest też trochę cool, można zaszpanować koszulką, naklejką na samochodzie, kalafiorem, złożonym w plecaczek kimonem przewieszonym przez ramię…
Uważam, że trzeba uczyć się nowych rzeczy i podglądać inne dyscypliny grapplingowe, takie jak zapasy, judo, sambo, luta livre, CACC. Uczyć się walki w różnych płaszczyznach i z różnymi przeciwnikami. Spróbować je zastosować w sparringu MMA. Ogólnie rozwijać się. Każdy wybierze sobie to co mu odpowiada, ale musimy być świadomi ogromu dostępnych opcji i nie zamykać się na rzeczy nowe, z pozoru mało związane z BJJ, nieprzydatne na zawodach bo nie dają nam punktów. Taki kompletny obraz jiu-jitus staram się też pokazać moim uczniom. Myślę, że mając takie podejście więcej chłoniemy, bardziej się rozwijamy i jednocześnie uczymy się pokory. To czyni nas lepszymi niż byliśmy wczoraj.
I to jest mój osobisty cel.
Zapraszamy na bloga Krzysztofa Łukaszewicza
-> http://jitsu-life.pl
autor: Krzysztof Łukaszewicz



