Refleksja na temat Mameda Khalidova.
Lubię być na bieżaco i przepadam za czytaniem. Dlatego po świetnej biografii Aśki Jędrzejczyk skusiłam się na zakup pozycji Szczepana Twardocha, wywiadu z Mamedem Khalidovem ,,Lepiej, byś tam umarł”. Wywiad to 250 stron słów przeplatanych ciekawą galerią z młodośći, kariery i życia polskiego Czeczena. Od przeczytania minął już tydzień, a ja dalej mam mieszane uczucia. Dlatego chciałam się z Wami podzielić swoją refleksją, na temat uwielbianego przez wielu, a zarazem znienawidzonego Czeczena, który postanowił zostać Polakiem.
38 walk, 4 przegrane, jeszcze do niedawna ikona polskiego MMA. Dźwignie na nogi, nokauty, poddania, zawodnik kompletny. Prawdziwa gwiazda, wizytówka polskiego MMA i KSW. Jeśli gala była w pay-per view wiedziałeś, że walczy Mamed.
Nigdy nie umniejszałam wartości Khalidova, ale nigdy też nie byłam jego wielką fanką. Po prostu jak walczył, to oglądałam. Zawsze raziło mnie w nim to, że wolał walczyć na znajomym podwórku niż mieć ambicje i choć spróbować swoich sił w UFC. Po przeczytaniu rozmowy Twardocha z nim, powoli rozumiem dlaczego tak się stało. Zawsze miałam nastawienie by kibicować umiejętnościom, a nie gwiazdom, dlatego jak walczył McGregor z Diazem, rzecz jasna byłam za Diazem. Do Khalidova szacunku nabrałam po walce z Azizem Karaoglu, broń boże nie za to, co on tam wyczyniał, ale za jego słowa po starciu.
W pozycji Twardocha większość stronnic poświęcona jest religii, Khalidov dużo mówi o islamie. Przecież to jego głęboka wiara sprawiła, że z dnia na dzień z numeru jeden stał się wrogiem publicznym numer 1. W dobie dzisiejszych czasów i terroryzmu, islam zawsze będzie źle kojarzony, zwłaszcza jak wygrywasz swoje walki, w dość niezbyt przekonujacy sposób. Wiara Mameda zabrania mu bić po twarzy, ale czy on kiedykolwiek kochał walczyć? Czytając jego wypowiedzi nachodzi mnie myśl, że walczenie w klatce, to dla niego za przeproszeniem ,zapchaj dziura”. Nie widać w tych wypowiedziach ognia, serca do walki, miłości do tego, co się robi. Mówi, że nie chce bić, dlatego woli poddawać przeciwników. Robi to jakby mówił, o kimś innym. I nie ukrywam, że boli mnie to, że ktoś o czymś tak pięknym, jak walczenie mówi,w tak oschły sposób.
Nie jedno z Was startując,a nawet sparując, czy to w MMA, czy w BJJ, czy jakimkolwiek innym sporcie walki, wie o czym mówię. Tej adrenaliny, emocji, satysfakcji, ,,czucia krwi” nie zastąpi nic innego na świecie. I nie jest to kwestia przeżytych wiosen, będący w podobnym wieku Georges St. Pierre nie tak dawno wypowiadał się, o trzech rzeczach,które sprawiają mu największą radość w życiu.
Były to dinozaury, kobiety i przemoc w oktagonie. Jak widać z sercem do walki się rodzisz lub nie, tego się nie da wypracować.
Mameda szanuję, bo to madry gość, z dystansem do siebie. Udowodnia to na każdym kroku, w wywiadzie z Twardochem też. Ale dla mnie bardziej już buisnessman, niż wojownik. O walce z Mańkowskim, nic nie będzoe.




