Poniżej Adam Adamiak tłumaczy swoją wczorajszą porażkę z Wacławem Czeskim. Stawiany jako faworyt reprezentant Polski niestety przegrał w trzeciej walce… Poniżej wypowiedź Adamiaka co sądzi o całej sytuacji oraz o udziale w prestiżowych Copa de EURO 2012
Długo czekałem na tą walkę, która miała pokazać całemu światu że moje BJJ stało się bardziej dojrzałe, a przede wszystkim techniczne. Koniec z zarzutami, że nie potrafię wytrzymać napięcia, że brakuje mi jaj i w ogóle że jestem słaby. Szansa zamazania tego wizerunku pojawiła się 16 czerwca.
Mimo, iż w drodze do finału miałem dwie walki trzeba jasno powiedzieć, że chwały mi nie przyniosły. Wolny los i wygrana przez wskazanie z zapasiorem, który nie do końca czaił przepisy BJJ. Ale teraz miało być inaczej. Wacław Czeski gość z mordą dziecka, ale podobno gibki i w ch*j silny. Najgorsze połączenie. Doszły do mnie słuchy, że zmaga się z kontuzją Achillesa. Spokojnie pomyślałem, kontuzjowany…wjadę w niego jak w żabę. Krótka rozgrzewka, wyczytanie nazwiska i oto jestem na macie numer 3. Trochę szkoda, że nie na 1 bo ta w cieniu jest i nie czuć tak upału, ale trudno. Poszło.
Ładnie rozpocząłem. Szybkie obalenie i mam 2pkt.. Przeciwnik złapał pół gardę i nawet nie myślał o tym, żeby atakować. Zresztą nie mógł o tym myśleć, bo co chwila przechodziłem, to do bocznej to do dosiadu, jednak ani razu nie mogłem ustabilizować pozycji. Widząc bezradność przeciwnika, postanowiłem zalać go przysłowiowym betonem. Co może nie było ładne i techniczne, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. W międzyczasie przez ten ukrop cała mata zalała się naszym potem. To nie siatkówka i nie ma chłopaczków z mopami, wiec zrobiło się niebezpiecznie ślisko. Walka nie wiedząc czemu wróciła do stójki, a ja zamiast siadać na tyłek i robić swoje zawahałem się i po poślizgnięciu wylądowałem na plecach. Śliska mata jak zwykle wiatr w oczy. Sędzia przyznaje 2 pkt. dla Czeskiego. Remis. Nie wiem, czy to ukrop, czy źle spałem, ale od tego momentu moje BJJ przestało istnieć. Toporne próby balaszki z gardy, duszenia krzyżowego, jednak to wszystko na nic. Gościu wcale nie był taki silny i gibki, ale dobrze się bronił. Był nie do ruszenia, po prostu kocur. Na 2 min przed końcem walki poczułem, że naprawdę słabnę. Gościu przeszedł mi gardę i zdobył 3 pkt.. Myślę tak; albo się otworze i poszukam kończenia, albo wracam do domu. Niestety podczas nieprzemyślanego wierzgania zostawiłem rękę. Balaszka z bocznej. Ehhhh miało być tak pięknie, inaczej niż zwykle, a tu taki zawód, zwłaszcza że zawody są w moim rodzinnym mieście. Co prawda kolesie z którymi co sobotę uderzam w balet krzyczeli: „nic się nie stało, koleszko nic się nie stało!!” , to jednak czułem, że kolejny raz dałem dupy. Miałem wszystko, odżywki, długi okres przygotowań, koleszka z grapplerinfo zrobił nawet ze mną krótki wywiadzik, ale najwyraźniej nie mam talentu do BJJ. Może ludzie oczekują ode mnie zbyt dużo wracając do sukcesów mojego ojca w Judo w 74 roku, ale do cholery to zupełnie inne dyscypliny i inne czasy. Poza tym dzisiaj i tak wszyscy koksują, a ja jako jedyny na danonkach jadę. Zresztą tak na prawdę mam to gdzieś. Grunt, że znam wszystkich mocnych chłopów na mieście, a jak wchodzę na balet to 10 min przybijam piąteczki. A talent ? A sukces ? Spokojnie odczekam parę miesięcy i wszyscy zapomną, a wtedy przed następnymi zawodami znowu będę mówił, że mega mocno zapierdzielam i że zrobiłem mega progres. Jak dobrze pójdzie może przywiozę jakąś blachę z lokalnych zawodów, chyba że znowu przed zawodami za mocno potańczę. Ale jak to mówią ŻYCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
autor: KRECIAO 🙂



