
Trzykrotny mistrz świata Celso Venícius zajął drugie miejsce na tegorocznych finałach World Pro w kategorii – 74 kg. Czarny pas z rąk Roberto Gordo przygotowywał się do nich tylko dwa tygodnie. Na drodze po złoto stanęła mu jednak jedna z największych niespodzianek tego turnieju Leandro “Lo” Pereira.
Przed World Pro mówiłeś, że nie mogłeś się przygotować tak jak chciałeś do tych zawodów. Czy drugie miejsce jest dla Ciebie sukcesem?
Zawsze miło jest wygrać. Przegrałem w finale, ale mam poczucie, że miałem dobrą passę. Udało mi się wygrać z naprawdę dobrymi przeciwnikami. Biorąc pod uwagę fakt jak mało trenowałem jestem naprawdę zadowolony. Miałem cztery ciężkie walki w pierwszym dniu zawodów i trenowałem tylko 2 tygodnie przed. Bez względu na formę fizyczną zawsze walczę o mistrzostwo.
Co myślisz o Twoim finale z Leandro?
Znałem go już wcześniej z Sao Paulo, ponieważ toczył walki z wieloma moimi uczniami. Miałem go na oku już od dłuższego czasu. Wiedziałem, że jest twardy i miał doskonałą kampanię. Co tu dużo mówić, pokonał takich zawodników jak Michael Langhi. Czuję jednak, że oni walczyli źle przeciwko niemu, ponieważ za bardzo się rozluźnili. Leandro był lepszy ode mnie i należą mu się gratulacje.
Kto był wyróżniającą się postacią na World Pro?
Tanquinho, który wygrał kategorię – 65 kg. Pokonał jeden po drugim całą plejadę gwiazd Atos Jiu Jitsu. Lagarto również był w świetnej formie. On jest moim wielkim przyjacielem i naprawdę te jego zwycięstwo było wzruszającego. Rodolfo Vieira to bestia. Te trzy osoby, które wymieniłem i Leandro zasługują na wielką pochwałę.
Niedawno oznajmiłeś, że tegoroczne Worldsy będą twoimi ostatnimi w karierze i kończysz po nich karierę. Nadal tak jest?
Po Worldsach zakończę karierę zawodnika. Wygranie turnieje lub dwóch nie zmieni mojej sytuacji jako trenera. Do Mistrzostw Świata mam zamiar bardzo mocno się przygotować. Chcę wygrać te zawody by zakończyć karierę w glorii i chwale.



