Co jest kulane #51 czyli jak potwierdzamy potęgę i idziemy po kolejne

No przecież wiadomo, że nie będzie o niczym innym. Ostatni tydzień to kumulacja wydarzeń spod znaku Abu Dhabi zarówno dla wielbicieli walki w kimonach, jak i Submission Grapplingu. W połowie tygodnia wystartowały Mistrzostwa Świata UAEJJF, które były imprezą zamykającą sezon startowy tej organizacji, natomiast w sobotę w Poznaniu odbyły się Mistrzostwa Europy ADCC czyli impreza-kwalifikator na wrześniowy mundial.

Wiecie już kto wygrał, kto prawie wygrał i jak wspaniałe gratyfikacje czekają ich za ciężką pracę. To naprawdę piękna sprawa, że praktycznie na każdym mundialu ADCC mamy swoich reprezentantów mimo, że kategorie wagowe mieszczą jedynie najlepszą szesnastkę z całego globu. Niejednokrotnie miałem już ochotę uzmysłowienia laikom jak ważnym osiągnięciem jest kwalifikacja na tę imprezę. Oczywiście tym laikom-urzędasom, którzy rozdają co roku pieniążki na klubowe budżety. Reszta niech dalej podnieca się dyscyplinom sponsorowanym przez producenta czekolady. Na tegorocznych trialsach poziom jak zwykle był niesamowicie wysoki, wiadomo, chętni na bilet przylecieli z całej Europy. Na tej imprezce nie ma przypadków w stylu „a wpadnę sobię coś powalczyć”, a nawet jeżeli to lepiej było przeznaczyć ten hajs na schroniska dla psów. Miałem oczywiście siedzieć i oglądać od rana, ale „nic tak nie dojeżdża jak codzienność” i nawet w sobotę coś tam trzeba było pobiegać. Będąc szczerym to czekałem najbardziej oczywiście na występ Janka i wszystko tak ogarnąłem, żeby na spokojnie wyczekać jego walk. Po drodze wpadłem na jakieś pojedyncze walki naszych i byłem pod mega wrażeniem występów naszych. Nie każdy spodziewał się dyspozycji po takich zawodnikach jak Rafał Farjaszewski czy Miłosz Gądziak, który doszedł aż do samego finału kategorii -88 kg. Fajnie, że takie turnieje wyciągają kolejne nazwiska na krajową arenę i sprawiają, że potencjalni przeciwnicy mają kolejny powód do obaw i cięższych treningów. Zabrakło oczywiście Mateusza Szczecińskiego, który nabawił się kontuzji, ale w kategorii nie zabrakło Gamera, który w swoim mocnym, zapaśniczym stylu zapewnił sobie kolejny bilet na finały ADCC. Mateusz Juskowiak jako wierny rywalizacji w tej formule także po raz kolejny poleci walczyć w najlepszej szesnastce świata. Jak w tytule, potęga polskiego Submission Grapplingu została po raz kolejny potwierdzona, a wierzę w to, że najlepsze przed nami. Powtórzymy wyczyn finów, którzy w 2010 roku wygrali wszystkie kategorie wagowe i pojechali ekipą na finały do Nottingham. Kolejne trialsy dopiero na jesieni 2020, więc jest czas żeby naprawić błędy i zrobić turbo-formę. No doubt !

Idziemy po kolejne, idziemy po więcej. Jakiś czas temu jakoś ciężko było uwierzyć w to, że któryś z naszych krajan będzie robił wysokie noty w rywalizacji kimoniarskiej. Wiara w skillsy Adama Wardzińskiego tliła się we mnie od zawsze, ale świadomość tego, że Wardziak nie wyjechał trenować na stałe do jakiejś akademii pełnej wymiataczy studziła większe oczekiwania. Krok po kroku jednak Adam robił swoje, robił tak, żeby było dobrze i koniec końców…jest naprawdę zajebiście. Nie chodzi o tylko wyniki zawodnicze, ale także o budowanie marki na całym świecie, seminaria z motylej gardy, którą według mnie Wardziak przywrócił do gry na nowo. Wiadomo, że można podniecać się głównie wygraną nad Leandro Lo, ale to wszystko ma o wiele szersze spektrum. Rankingowo Wardziak jest na chwile obecną numerem jeden w Europie i numerem trzy na świecie według UAEJJF. Być może po raz kolejny przegrał z Kaynanem, ale tak naprawdę ch#j z tym. Mamy naprawdę dużą szansę na pierwszy w historii medal z Worldsów. Być może trochę to zajmie zanim pojawi się drugi Polak w adultach, który dokona tego co Wardziak, ale czemu by tak nie myśleć ? Póki co pozostaje duma i zajawka, że nasze jiu-jitsu idzie w świat i coraz śmielej wchodzimy do walki z czołówką.

tekst: Łukasz Truskolawski

fot. Marek Surdyk

CO JEST KULANE?

Przeczytaj także