Tommy Yang (13-1) koreański zawodnik MMA po treningu BJJ z Pająkiem
Tomasz Stasiak, który przez miesiąc szlifował boks tajski w klubie Tiger Muay Thai Phuket wrócił już do kraju. Oczywiście oprócz treningów „taja” Tomek jako czarny pas bjj nie odpuszczał parteru, a zawodnicy których przygotowywał do trialsów world pro w Malezji, Koreańczyk Tommy zgarnął złoto w kategorii oraz absoluto, natomiast Finka Kitty brązowy medal. Jak zwykle Pająk humorystycznie opisuje Tajlandię oraz swoje spostrzeżenia, wiecej po przejściu 🙂
Rozpocznę ostatnią część bloga… opowiadającą o przygodach i treningach w Tajlandii, a dokładnie w Tiger Muay Thay piosenką Mieczysława Fogga….
To ostatnia niedziela
dzisiaj się rozstaniemy,
dzisiaj się rozejdziemy
na wieczny czas.
To ostatnia niedziela,
więc nie żałuj jej dla mnie,
spojrzyj czule dziś na mnie
ostatni raz.
Ok to był romantyczny Pająk, choć tu większa część osób mówi na mnie babyface assassin ze względu na podobno młody wygląd jak na stare lata… choć już siwy włos występuje tu i ówdzie, a w zasadzie ówdzie częściej niż tu. Określenie siwy można by było zastąpić określeniem silver.. bardziej szlachetnie… tak więc romantyk, który sie we mnie odezwał… moja słabsza połowa Dr Jeckyl Mr Hyde:) a właściwie raczej moje alter ego..A propo autora tej piosenki naszła mnie taka głębsza refleksja, że szlachetne imię Mieczysław (miecz i sława) nie brzmi juz tak szlachetnie i dostojnie jak zamieni sie je na Mietek…
Tak więc ostania niedziela spędzona na naszej ukochanej plaży, gdzie dla przykładu nasz arbuz nie brzmi tak szlachetnie jak ich watermelon 🙂 – watermelon to nie nazwa ostatniej bitwy Napoleona, ta nazywała się Waterllo….
….później obiadek… w naszej ukochanej jadłodajni, gdzie przez cały dzień lecą tajskie seriale, które różnią sie od naszych tym, że aktorzy grają o dziwo jeszcze słabiej. W każdym serialu ktoś umiera… kogoś porywają… biją… podpalają …albo torturują…
Wieczorem ostatni wypad na nocny rynek, gdzie będziemy się przeciskać przez morze ludzkich głów, setki turystów, setki straganów wypełnionych po brzegi wszystkim i niczym…plątanina rożnych języków obcych zmieszana z tajską muzyką orientalną, mieszana w niektórych miejscach hip-hopem i tajska muzyką o miłości (tak myślę, że te wolne kawałki są o miłości, choć nie czaję ani jednego słowa 🙂 ). Zapach spoconych ciał wystawionych na wysoką temperaturę, brak tlenu towarzyszący tej wyprawie sprawia, że ma ona symboliczne znaczenie…na każdym kroku słyszy sie tutaj słowa „good price for you my friend good price for me”…
Wieczór spędzony przed ekranem monitora przeglądając oczywiście grapplera :), facebooka itp., oglądając jakiś średnio ciekawy film, bo wszystkie dobre już obejrzeliśmy z Agatą… Kumulacja energii na dwa ostanie dni treningowe… plaża wybiła we mnie ostanie pokłady sił na dzisiejszy dzień, a miałem jeszcze zamiar zahaczyć dzisiaj o siłownie… cóż niezbadane są wyroki boskie.:)
Właśnie zlikwidowałem mrówkę, która łaziła w tą i z powrotem po ekranie monitora. Tajska mrówka nie miała większych szans z błyskawicznym i śmiercionośnym Pająkiem… Słońce chyba za dużo świeciło dzisiejszego dnia, bo zaczynam wypisywać brednie..
Na kolację mięliśmy zamiar udać się do naszej ulubionej knajpki, jednak zapachy, które dobiegały po przeciwnej stronie ulicy zwabiły nas niczym kropla krwi w oceanie rekina…
Kupiliśmy sobie naleśniki robione tradycyjnym malezyjskim sposobem, ale z ciastem indyjskim… w budce na motorze sprzedawane przy drodze przez młodego chłopaczka później nazywanym przez nas magikiem ze względu na sposób w jaki przyrządzał to danie.
Były to naleśniki z bananami czekoladą i mleczkiem kokosowym, naleśniki z ananasem, melonem, rodzynkami i rożnymi innym egzotycznymi owocami.
Moja narzeczona wpadła w oko chłopakowi z Malezji, to też specjalnie dla niej dorzucił rożnego rodzaju żelki, polewy o rożnych smakach (dobrze udać się czasem z kobietą na kolację- szkoda, że nie widzieliście jego miny i rozczarowania bijącego mu z oczu, kiedy dany naleśnik wylądował w mojej jamie ustnej-pychotka :).

Dziś wracając ze śniadania wraz z Agatą spotkaliśmy człowieka, który na rękach miał pięknego szczeniaka rasy pitbull o imieniu Fedor. Właściciel powiedział, że nazwał go tak, dlatego że ma takie samo spokojne spojrzenie i milusiowaty wyraz mordki jak Fedor Emalianenko… był to pierwszy pies tej rasy, jakiego widzieliśmy w Tajlandii, więc od razu się zapytałem właściciela w jaki sposób wszedł w posiadanie tego oto cudu natury…w odpowiedzi usłyszałem, że pies był kupiony do walk, ponieważ jest to tutaj popularne… nawet jest jakiś kanał, który to transmituje, jednak nie wiem czy chodzi o TV czy Internet, ale ktoś się nad nim zlitował i go odkupił… smutna to historia, ale skoro na ring wchodzą tutaj małe dzieci to dlaczego by nie miały walczyć psy?
Wracając do tematu bjj, a dokładnie do moich tymczasowych podopiecznych…więc Koreańczyk Tommy jak się dzisiaj dowiedziałem z rekordem MMA 13-1 i Kitty z Finlandii, którzy zostali oddelegowani do mnie na treningi jiu jitsu w celu przygotowania ich do eliminacji w Malezji do Worlds Pro… przyjechali z blaszkami tzn. Tommy zajął pierwsze miejsce w swojej kategorii, a następnie 1 miejsce w absoluto. Kitty nie miała tyle szczęścia i ostatecznie stanęła na 3 miejscu. Tak więc cel został zrealizowany, przez 6 miesięcy nie mieli na sobie GI, więc cieszę sie z tego wyniku jaki mamy.
Oczywiście to zasługa całego klubu i ich trenera Ray’a. Ja dołożyłem do ich sukcesu tylko małą cegiełkę, z której zbudowane zostało to zwycięstwo..
Czuje jak przez moje usta przemawia Piotr Bagiński 🙂 to on zawsze używa terminu cegiełki w odniesieniu do podsumowania czyjeś pracy…lub sukcesów turniejowych…pozdrawiam w tym miejscu Piotrka- gdyby nie on nie było by mnie w tym miejscu gdzie jestem (nie mam na myśli dosłownie tego, bo aktualnie jestem w łóżku przed lapotopem 🙂
W podziękowaniu za pomoc w przygotowaniu od Tommego otrzymałem koszulkę z eliminacji do Worlds Pro 🙂
Dwa ostanie dni spędziłem na wypoczynku przed ciężką podróżą trwającą około 30 h i powrocie na stargardzka matę Berserkerów, gdzie chciałbym od razu wejść w rytm treningowy i pomóc przygotowywać się do walk moim podopiecznym do gali Profesional MMA w Stargardzie… Poza tym żegnałem się z ulicami, straganami, plażą, ludźmi z którymi miałem okazję trenować, ostania kąpiel w oceanie – po raz pierwszy wsłuchałem się bardziej w grającą muzykę na plaży przez Tajów usiłujących sprzedać pewnego rodzaju flety muzyczne, na których ów dźwięki powstawały… hity to co prawda nie były, ale zmuszały do przemyśleń, przypomniały mi się baloniki puszczane w niebo na szczęście na patong beach…oraz frustrująca przygoda z nauką leżenia bez ruchu na wodzie, która to spędzała mi sen z powiek.
Podczas gdy pływam dobrze nie potrafię się utrzymać na wodzie- nogi ciągną w dół. Dziękuję Agacie ze próbę wyuczenia mnie tej niebywałej umiejętności, ale z przykrością muszę stwierdzić, że komando foki nie będą miały ze mnie pożytku…i w dodatku w pewnym momencie na plaży w kata obejrzałem się i stwierdziłem, że wkoło mnie wszyscy sobie dryfują leżąc bez ruchu na wodzie..tylko mnie z uporem maniaka Poseidon ciągnie w dół….
Dziadkowie, babcie, małe dzieci, wszyscy wkoło jakby na złość mi, opalają się wylegując na tafli wody… tylko ja nie potrafię… oczywiście wytłumaczyłem to sobie i agacie w ten sposób, że pewnie zbyt duża masa mięśniowa w nogach sprawia, że szybciej opadają mi na dno… Poprawił mi humor jak zwykle widok Japończyków, którzy pluskają się w wodzie po kolana ubrani w kola ratunkowe i kamizelki niczym średniowieczni rycerze w ciężkie zbroje płytowe, którzy w obawie że spotka ich jakieś traumatyczne przeżycie nie zapuszczali się głębiej nią po pas….ba po pas zapuszczali się naprawdę Herosi z Japoni reszta moczyła ledwie stópki (pozdro Stopa).
Dziś tuż po przebudzeniu udaliśmy się na ostatni trening MMA popatrzeć jak trenują zawodnicy, pożegnać się z Ray’em. Warto wspomnieć o sposobie w jakim dziś Ray poprowadził trening, a mianowicie każdy z walczących w parterze miał w obu rękach piłeczki tenisowe i za każde wypuszczenie piłki w trakcie sparingu w parterze zawodnik musiał zrobić 25 pompek…dozwolone jest uderzanie piłeczką o piłeczkę w celu wybicia rywalowi jego piłki..w ten sposób pracuje się nad uchwytem, nad refleksem i ogólnie jest to bardzo dobre ćwiczenie pod submission i MMA …uczy celności np.. już dziś wiem, że w stargardzkiej filii Berserkerów nie obejdzie sie bez piłeczek.
W czwartek wieczorem zamelduję się w pełni gotowości na ulicy Zwycięzców 1, gdzie mieści się mój drugi dom… przy okazji adres pasuje do naszego klubu prawda?:) Mimo iż spędziłem cudowny miesiąc w Phuket… tęskno mi za domem, rodziną, treningami z moimi ludźmi… tęsknota jest dla duszy tym czym dieta dla ciała…potrzebna, ale trwająca zbyt długo zabija….tak więc z jednej strony przykro mi, że nadchodzi czas pożegnania z tmt, a z drugiej strony serce me raduje się na myśl o tym, jak przywitają mnie stargardzcy berserkerzy. Dość już słońca, wody, duchoty, języka angielskiego… pora wracać do krainy skutej lodem… gdzie matę pokrywa szron… gdzie zamiast naleśników indyjsko malezyjskich będę jadł hot dogi ze Statoilu, a zamiast omleta z owocami morza będę jadł pizze z Sorento… słońce wschodzi nie wiadomo kiedy, ponieważ wieżowce zasłaniają 🙂 ale w miejsce gdzie żyje grupa zapaleńców, waleczny ród, zbieranina typów spod ciemnej gwiazdy 🙂 Berserkerzy!
Reasumując ostatecznie pobyt…
Miesiąc pobytu w Tajandii przyczynił się do powstania czegoś w rodzaju swoistego dekalogu, a w zasadzie kilkunastu punktów tak zwanego wujka dobra rada..
Zasada nr 1
Jeżeli jesteś ze swoja drugą połową na wakacjach w egzotycznym kraju pamiętaj, aby zawsze wpuszczać pierwszą damę do pomieszczeń- nie dlatego, że tak wypada i że chcesz się pokazać jako szarmancki gentelmen, ale dlatego że w pomieszczeniu może być jakiś zwierzak i lepiej, aby pierwszy atak skumulował się właśnie na Twojej ukochanej, wtedy Ty będziesz miał więcej czasu na wymyślenie gameplanu, taktyk oraz skutecznej obrony, ewentualnie obranie dobrej drogi do odwrotu…
Zasada nr 2
Jeżeli słyszysz „choć tam widziałam disla..” to nie chodzi z reguły o rodzaj silnika tylko o firmę np. okularów i nie trudź się, nie staraj się pomóc i tak nie dostrzeżesz tych niuansów i drobnych różnic w produktach…kobiece oko jest jak oko kota lub bardziej sokoła… wyostrzone i znacznie więcej spostrzegawcze niż nas zwykłych zjadaczy chleba, zwykłych śmiertelników…
Zasada nr 3
Jeżeli słyszysz „choć jeszcze tylko tu zajrzymy”…..wiedz, że to nie prawda…
Zasada nr 4
Jeżeli słyszysz „poczekaj sekundkę tylko spojrzę”….wiedz, że sekundka to nie jednostka czasowa pomnożona przez 60 dająca minutę, tylko to w zasadzie wieczność trwania w nicości i oczekiwaniu na obłaskawienie… jeżeli brałeś udział w turnieju np. brazylijskiego jiu-jitsu, w którym czas wlecze się i wlecze, a ty zajechany jak koń po westernie spoglądasz co chwilę na zegar i czekasz z upragnieniem na koniec, to wiedz że to nic w porównaniu z nieskończonością.
Na zakupach na nocnych rynkach..niezbędne do przetrwania tych trudnych chwil będzie moim zdaniem ipod z nagranymi na nim jakimiś dobrymi turniejami lub ostatecznie mp 3,4.
Zasada nr 5
Spędzając w wolnych chwilach czas ze swoja ukochaną na plaży nie myśl, że skoro słońce pokryte jest chmurami, że sie nie opalasz…staraj się nie zasnąć na plaży w jednej pozycji, bo wieczorem nie zaśniesz w ogóle, chyba że obłożony wacikami nasączonymi płynem na poparzenia- polecam colloidal silver.
Zasada nr 6
Pytając o cokolwiek sprzedawcy, jeśli usłyszysz noł help..to nie znaczy pomocy …tylko po prostu brak takiego towaru, Tajowie w 90 proc. tak wymawiają no have
Zasada nr 7
Targuj się wszędzie bardzo często, bo po udanych pertraktacjach może się okazać, że zaoszczędziłeś znaczną kwotę pieniędzy…
Zasada nr 8
Jeżeli sparujesz i nie masz ochraniaczy np. na zęby, na genitalia lub masz jakiś uraz to nie ma sensu powiadamiać o tym swojego sparingpartnera z nadzieję, że będzie to lżejszy sparing, bo on i tak na to nie będzie zwracał uwagi… w 95 proc. więc nie ma sensu trudzić się i wymyślać w głowie całych zwrotów grzecznościowych …proste sorry i machnięcie ręką zdecydowanie wystarcza.
Zasada nr 9
Nie zabijaj mrówek- pamiętaj, że w miejsce ubitej jednej przychodzi 30 kolejnych…
Zasada nr 10
Nie wchodź do każdej większej kałuży, gdzie się kąpią tubylcy..gdzie niegdzie nie można się kąpać, bo pływają rożnego rodzaju stwory wodne, które nie mówią w naszym języku i może się to źle skończyć…
Zasada nr 11
W trakcie treningu jak usłyszysz, że masz wykonać 500 kopnięć na worku to nie myśl, że możesz sobie troszkę odjąć, bo nikt nie patrzy… zawsze gdzieś w zaroślach pod palmą czai się jakiś trener, który spogląda na Ciebie czy przypadkiem się nie o******sz…nie obijasz w sensie…
Zasada nr 12
Rzeczy pozostawione po treningu mogą wylądować w miejscu z rzeczami zgubionymi, ale nie muszą…tak pozbyłem się ochraniacza na piszczel..i jednej owijki na rękę.
Zasada nr 13
Nie patrz na Anglików lub Amerykanów z nadzieją na przetłumaczenie tego co mówi do Ciebie Taj po angielsku…oni jeszcze bardziej ich nie rozumieją…











