Daniel Wrześniewski z Brazylii

Jeden z czołowych brązowych pasów w naszym kraju, trener i zarazem zawodnik klubu Złomiarz Team Gdańsk wyleciał samotnie do Brazylii by przez miesiąc móc szlifować swoje umiejętności w kolebce naszego sportu. Daniel podzielił się swoimi pierwszymi spostrzeżeniami z kolegami z klubu

Witajcie Złomiarze i Złomiarki. Jak pewnie większość z Was wie, siedzę w Brazylii, a dokładnie w mieście Joao Pessoa, gdzie poprawiam swoje dotychczas zdobyte umiejętność w BJJ. Sama akademia jednak, w której trenuję i śpię, bardziej mieści się na przedmieściach, niżeli w samym centrum, do którego mam zaledwie 10 min jazdy autobusem. Nie wiem za bardzo co miałbym Wam opowiedzieć, ponieważ można by się rozpisać w wielu płaszczyznach. Może po prostu zacznę od tego co większość z Was interesuje, czyli jak wyglądają tutaj treningi i jak sobie radzi Polaczek mojego pokroju.

Otóż Brazylijczycy, podobnie jak my, mają teraz rozprężenie lekkie z powodu przerwy w zawodach. Zwyczajnie mają wakacje:) Przychodzą na treningi, ale nie ćwiczą na 100%. Podobnie procentowo ma się sprawa z frekwencją. Szczerze- dla mnie warunki są idealne. Trenuję 3 razy dziennie, ale tak naprawdę to większość czasu drilluję nowo poznane techniki, a walki mam wieczorem. Dużo zadaniówek (do pierwszego punktu). Korzystam także z panującej tutaj zimy, czyli temperatury nie schodzącej poniżej 20 stopni i chwilowo pojawiających się ulew. Jednakże deszcze nie ciągną się przez nieskończoność jak to ma miejsce w środkowej europie 😉

Poziom jest tutaj… no właśnie ciężko mi się odnieść. Otóż okazuje się, że nasze BJJ jest naprawdę niezłe i możemy śmiało walczyć z każdym na świecie. Jedyne czym się różnimy od tych ludzi tutaj, to doświadczenie, które tak naprawdę powoli niweluje technologia, jaką jest Internet. Większość rzeczy już pewnie z Was każdy widział. Nic tak naprawdę nie zaskakuje i nie powala, jeżeli chodzi o „nowości”. Ja z cięższymi od siebie czarnymi paskami radzę sobie naprawdę nieźle. Przyznam jednak, iż te czarne pasy to są osoby, które mają już trochę wiosen na karku i nie startują nałogowo na zawodach, jak my. Tutejsi mówią, że jestem naprawdę niezły. Mówią również, że zawodnicy z Sao Paulo czy Rio nie są wcale dużo lepsi. Nie wiem czy tak jest naprawdę. Jeżeli jednak to wszystko prawda, a wiele na to wskazuje, to nie pozostaje nam nic innego jak przestać tłumaczyć swój poziom i braki swoją narodowością, tylko „trza” wziąć się do roboty! 🙂

Rozmawiam dużo z Bocą (właściciel i założyciel akademii, w której jestem) na temat „gwiazd”, z którymi rozwijał się trenując w szkole „TT”. Część może z Was nie wiedzieć, ale to właśnie tam Andre Galvao, Cobrinha, Michael Langhi, Terere, Telles i wielu innych, zaczynali lub już doskonalili się. Otóż Boca zdradził mi sekret Andre i Cobrinhi na sukces. Przygotujcie się, bo jeżeli zrobicie to co oni, to staniecie się również mistrzami. Otóż trenowali 8 godzin dziennie. Ot cały sekret. Uwierzcie, nie ma złotych technik. One mogą pomóc. Liczy się ciężka praca, jaką my właśnie odwalamy 🙂

Czy warto więc tutaj przyjeżdżać? Otóż Brazylia jest bardzo wyrazista. Nie jest jak każdy kraj europy. Plaża tutaj jest piękna, bajeczna i wyjątkowa. Rzecz, do której mam tutaj słabość, to owoce. Po prostu tu są prawdziwe owoce. Nie wspominając już o Acai… tiaaaa 😀 Pogoda piękna, ludzie ,poza Favelami, uśmiechnięci i otwarci. Cieszę się, że nie wybrałem się do stolicy lub Rio, gdyż mam okazję poznać prawdziwe uroki, nawyki, oraz zachowania tubylców. Nie są sztuczni i nie wyciągają ze mnie dolarów po zrobieniu fotki w trakcie wybieraniu pocztówek.

Jak wspomniałem mieszkam w akademii i jest tak dosłownie. Matę mam za ścianą. Pokój…cóż, warunki harcerskie, ale kogo to obchodzi, kiedy to nie jest strasznie drogo, a od rana do nocy dochodzą do mnie odgłosy odbywających się zajęć z BJJ, Muay Thai, aerobicu, itp. Wystarczy, że otworzę drzwi i od razu stawiam stopę na macie. Jeżeli ktoś to kocha, to jest w swoim Eldorado.

Brazylia Brazylią, ale przyznam szczerze, że tęsknię za Wami wszystkimi. Może jesteśmy marudni, pogodę mamy do dupy, a rząd… jaki rząd w ogóle? Ale jakby nie było jesteśmy pracowici, kiedy trzeba potrafimy drugą osobę wesprzeć i w końcu to jest nasz Dom 🙂 (przynajmniej takie są moje refleksje).

CO JEST KULANE?

Przeczytaj także