Dopóki byłem brązowym pasem BJJ nie robiłem siły – Maks Wiśniewski w wywiadzie dla magazynu SDS

Foto [ Piotr Pędziszewski]

Maks Wiśniewski w wywiadzie dla magazynu sport dla wszystkich opowiada o szansach BJJ wejścia na olimpiadę, rozwoju swojego klubu Invictus BJJ i filiach, oraz dużej konkurencji działających w Poznaniu klubów BJJ.

Sport dla Wszystkich: Witaj Maks. Przedstaw się proszę naszym czytelnikom.

Maksymilian Wiśniewski: Witam! Nazywam się Maksymilian Wiśniewski, jestem trenerem Invictus BJJ Team, posiadam czarny pas w Brazylijskim Jiu Jitsu. Jestem Mistrzem Polski w tym sporcie, a także mam brązowy medal w dywizji czarnych pasów z Mistrzostw Europy. Sportami walki zajmuje się od ponad 10 lat. Na początku były to zajęcia BJJ i boksu, ale później sekcja boksu upadła i zostało samo BJJ. Trener boksu chciał, bym dojeżdżał na treningi do Poznania, ale jako 14-latek nie mogłem sobie na to pozwolić. Podobnie jak większość zawodników zafascynowały mnie filmy z udziałem takich aktorów jak: Jean Cloude Van Damme czy Bruce Lee. Pamiętam, że na początku BJJ mi się nie podobało, bo byłem o wiele młodszy od kolegów z klubu i siłowo tak odstawałem, że mieli ze mną bardzo łatwo. Gdzieś po drodze pojawiły się treningi Kickboxingu, ale pozostałem przy Brazylijskim Jiu Jitsu. Później przeniosłem się do Poznania i trenowałem w Strefie Walki. Mieliśmy mocną ekipę: Jędrzej Kubski, Jarek Zjeżdżałka i wielu innych doskonałych zawodników. Później założyliśmy Gamness Team, który też był mocną ekipą. Obecnie jestem trenerem i zawodnikiem Invictus BJJ Team, mam kilka filii i wszystko idzie w dobrym kierunku.

SdW: Jesteś aktywnym zawodnikiem w zawodach IBJJF. Czy częste starty są spowodowane tym, że masz nadzieję na start w IBJJF Pro League dla najlepszych zawodników BJJ startujących w tej federacji?

MW: Nie, to zupełnie nie tak. Moim marzeniem jest start w Mistrzostwach Świata Brazylijskiego Jiu Jitsu, które co roku odbywają się w czerwcu w Kalifornii. Organizacja IBJJF wprowadziła taką politykę, by wystartować na Worldsach muszę uzbierać bodajże 60 punktów na różnych imprezach IBJJF. Sumują się punkty z zawodów za ostatnie trzy lata. Nie wystarczy wygrać zawodów z cyklu Open, ale wygrać kilka, lub odnieść sukces na zawodach kontynentalnych, w naszym przypadku są to Mistrzostwa Europy w Lizbonie, które co roku odbywają się pod koniec stycznia. W 2015-tym roku będziecie mogli mnie tam spotkać.

SdW: Skoro już jesteśmy przy IBJJF to powiedz, jak widzisz ich szansę, na wprowadzenie BJJ na olimpiadę?

MW: IBJJF nastawia się na działalność komercyjną. Jedyny organizator, który lobbuje BJJ na olimpiadę jest Szejk Tahnoon Bin Zayed. Jednak tutaj pojawia się problem, bo on chce ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich stworzyć potęgę w BJJ. On ze swoimi petrodolarami ma szansę, by BJJ stało się sportem olimpijskim, ale najpierw w ZEA muszą pojawić się świetni zawodnicy. Na razie buduje swoją federację, która organizuje zawody na całym świecie, w której można wygrywać pieniądze, czym kusi zawodników.

SdW: Nie myślałeś, żeby zasilić kadrę trenerską Bin Zayeda jak to zrobili Jędrzej i Magda Loska?

MW: Oczywiście, że myślałem. Podczas mojej pierwszej wizyty w Abu Dhabi Jędrek się nami opiekował i pokazał wiele miejsc. Według mnie pobyt w tym kraju dla obcokrajowca jest bardzo trudny. On pojechał tam z żoną, więc pracowali we dwoje i nie musieli się rozstawać. Ja mam narzeczoną i nie wyobrażam sobie rozłąki z nią.

SdW: Twoja szkoła BJJ narobiła nieco hałasu na polskiej scenie BJJ. Masz kilka filii. Jesteś zadowolony z rozwoju klubu?

MW: Bardzo zadowolony. Mam doskonałych trenerów, którzy mocno promują swoje kluby. Wszystko cały czas się rozrasta, a moim celem jest zbudowanie silnej marki na polskiej scenie BJJ. Mam swoje założenia metodyczne, które stosujemy w naszych klubach.

SdW: Jak opisałbyś swój styl walki?

MW: Przede wszystkim agresywny styl, cały czas dążący do poddania, solidne fundamenty walki z góry: Judo i zapasy pod BJJ. Aktywne BJJ, nie polegające na urywaniu kolejnych sekund, tylko efektywne i efektowne.

SdW: W świecie BJJ nieco się zmieniło. Powstały zawodowe gale jak Metamoris, w Polsce mamy Ragnaroka. Jak oceniasz takie inicjatywy?

MW: Jest to dobra promocja dla BJJ. W Polsce jest bogata tradycja Jiu Jitsu, początki sięgają XIX w. Ludzie znają to słowo, ale brakuje medialności. Oglądałem wczoraj Ragnaroka i naprawdę nadaje się ta produkcja do telewizji. Problemem byłaby długość, ale nie trzeba przecież transmitować całego turnieju, tylko od półfinałów. Brakuje ludzi, którzy dostrzegliby potencjał medialny tej dyscypliny i zainwestowali swój czas w promocję tego sportu na masową skalę. MMA jakoś się udało wypromować, dlaczego miałoby się nie udać z BJJ, od którego przecież wszystko się zaczęło? Na razie rynek jest jeszcze za mały, by wchodzili w niego potężni sponsorzy. Na Mistrzostwach Polski startuje ponad tysiąc osób, więc potencjał tej dyscypliny jest ogromny, a liczba startujących z roku na rok rośnie.

SdW: Skoro już jesteśmy przy promocji BJJ warto poruszyć kolejną kwestię. USA i UFC miały Royce’a Gracie, którego wkład w rozwój BJJ jest nie do podważenia. Nie myślałeś, by samemu stać się takim Roycem Gracie w polskim wydaniu?

MW: Myślałem o walkach w MMA. Problemem jest organizacja, która mogłaby się zająć promowaniem BJJ. Jestem zawodnikiem i trenerem i nie mam czasu jeździć po galach i poznawać kolejnych promotorów. Znam ludzi, którzy siedzą w sporcie od dawna, ale tych nowych już nie znam. Oczywiście sam chcę walczyć, w zeszłym roku się przygotowywałem do startów w MMA, robiłem walki amatorskie. Po ME w Lizbonie miałem szukać walki, jednak wydarzyły się pewne rzeczy, które sprawiły, że poświęciłem się BJJ. Wygrałem brązowy medal w czarnych pasach na ME, walczyłem z najlepszymi zawodnikami na świecie. Bałbym się, że mogę się zatrzymać. Widzę kariery w MMA swoich kolegów, którzy przygotowują się do walk miesiącami, w ostatnim tygodniu wypada dla nich rywal i nie walczą w ogóle. Ponadto musiałbym ograniczyć pracę trenera, a dopiero co otworzyłem klub. Przyjdzie jednak ten moment, że wejdę do świata MMA, mam dopiero 26 lat i jestem młody jak na zawodnika. Damian Grabowski, najlepszy zawodnik wagi ciężkiej w historii, powiedział kiedyś, że najlepszy wiek dla zawodnika MMA to 30 lat. Ponadto jest jeszcze druga strona medalu. Będąc posiadaczem czarnego pasa BJJ nie dostałbym rywala z podobnym rekordem, tylko już doświadczonego. MMA to nie jest sam parter, sport poszedł do przodu, już nie da się wygrywać jak Royce Gracie. Jednak powtarzam, przyjdzie jeszcze kolej na mnie.

SdW: W Poznaniu jest duża konkurencja jeśli chodzi o BJJ. Jest wiele klubów, doszedł jeszcze Twój klub. Jak odnajdujesz się przy takiej konkurencji?

MW: Dopiero zaczynam i nie działam marketingowo. Trzon mojego klubu tworzą zawodnicy, którzy trenowali ze mną w przeszłości. Cieszę się z frekwencji, bo jest naprawdę zadowalająca. Zdarza się, że mamy 20 osób na treningach. Oczywiście dobrze by było, jakby było więcej osób, ale na wszystko przyjdzie czas. Gdy będziemy zdobywać medale na największych imprezach w Polsce, to wtedy zaczną się zapisy do klubu. Obecnie sam prowadzę większość treningów, mamy treningi dla każdego, ostatnio ruszyliśmy z zajęciami dla dzieci, w których mi pomaga jeden z moich kolegów.

SdW: Jesteś ekspertem w dziedzinie parteru. Jacy zawodnicy MMA, jeśli chodzi o nasz kraj, prezentują wysoki poziom wyszkolenia w tej płaszczyźnie?

MW: Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że Mamed Chalidow. Ten człowiek niemal perfekcyjnie zaadaptował techniki BJJ do MMA. Michał Materla w każdej walce pokazuje, że nie jest zielony w tym temacie. Ostatnio Borys Mańkowski świetnie zaprezentował się w parterze. Ponadto Paweł Nastula, którego parter jest również bardzo dobry.

SdW: Gdy mówimy o Wiśniewskim w BJJ, to można się naciąć, bo Twój brat jest również obiecującym zawodnikiem. Jak oceniasz szanse Gniewka na sukces w tej dyscyplinie?

MW: Gniewko się bardzo dobrze rozwija, w Polsce jako niebieski pas reprezentuje wysoki poziom. Da się słyszeć, że dawno powinien mieć purpurę, ale dla niego jeszcze jest za wcześnie. On ma dopiero 17 lat i na Mistrzostwach Europy, gdzie może mieć nawet 100 zawodników w swojej wadze, to fizycznie może sobie nie poradzić. Jest młody, siła i dynamika przychodzi z wiekiem. Wiem, że będzie z niego bardzo dobry zawodnik, jeśli nie Mistrz Świata, bo na to go będę szykował. Na pierwszy trening zabrałem go w wieku 10-ciu lat, z propozycją wyszła mama. Zraził się, bo nie było sekcji dla dzieci, trenował z dorosłymi. Później jeździliśmy we dwóch, nie odpuszczał treningów i dlatego teraz jest zauważany. Jeśli chodzi o styl walki, to jest to kompletne moje przeciwieństwo. Zdarza się, że podpatruje pewne rzeczy z jego repertuaru technik.

SdW: Do niedawna zawodnicy BJJ nie robili ochoczo treningów siłowych. Teraz się to zmieniło. Jak wyglądają Twoje treningi siłowe?

MW: Dopóki byłem posiadaczem brązowego pasa w ogóle nie robiłem siły. Uważałem, że trzeba robić tylko to, w czym się startuje. Dzisiaj mam nieco inny pogląd na tą sprawę. Siła jest ważna, ale nie najważniejsza. Przede wszystkim siłownia chroni przed kontuzjami. Sam robię trening typowo kulturystyczny, tradycyjne ćwiczenia, robię również ćwiczenia wytrzymałościowo-siłowe. Siłownię odwiedzam głównie w okresie między startami, czyli latem. W okresie startowym również chodzę na siłownię, robię dwa lub jeden trening w tygodniu, na których rozwijam wszystkie mięśnie.

SdW: Jaka jest dieta i suplementacja najlepszego zawodnika BJJ w Polsce?

MW: Stosuję odżywki, które otrzymuję od sponsora, Vitamin Shop. Mój zestaw suplementacyjny wygląda tak: BCAA, białko, beta-alanina, czasem gdy brakuje sił kreatyna, ZMA na sen i preparaty witaminowo-mineralne. Jeśli chodzi o dietę, to stosuję typową dietę kulturystyczną. Nie unikam również owoców.

SdW: Skończyłeś wychowanie fizyczne, kiedyś w rozmowie z byłą Mistrzynią Świata w boksie zawodowym usłyszałem, że trener powinien być absolwentem tego kierunku studiów. Zgodzisz się z tym?

MW: Podpisuję się pod tym dwoma rękoma. Już dawno ‘oko trenera’ przestało wystarczać w kwestii szkolenia. Gdy ktoś jest trenerem, nie instruktorem, to musi mieć wiedzę i metodykę. Ponadto musi się znać na swoim materiale, który obrabia, w tym przypadku jest to ludzkie ciało. Ze swojego doświadczenia wiem, że nie powinno się robić bezsensownych treningów. Trening to ciągły proces doskonalenia się w danej sztuce i o tym trzeba pamiętać.

Korzystając z okazji chciałbym podziękować całej redakcji miesięcznika Sport dla Wszystkich, który czytam od lat i teraz mogę przeczytać swój wywiad, firmie Pitbull, sklepowi Vitamin Shop, Live Stron, rodzinie, przyjaciołom, narzeczonej, sparingparterom. Pozdrawiam wszystkich trenujących BJJ.

CO JEST KULANE?

Przeczytaj także