
Janusz Wojnarowicz swojego drugiego startu na Igrzyskach Olimpijskich ponownie nie zaliczy do udanych. Jeden z najbardziej utytułowanych judoków w naszym kraju rywalizację w Londynie zakończył już na pierwszej walce w której przegrał z późniejszym złotym medalistą kategorii + 100 kg Teddy Rinerem. Nasz reprezentant podzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat swojego startu.
Dla mnie już po Igrzyskach, niestety w pierwszej walce wylosowałem Francuza Teddy Rinera. Było to najgorsze losowanie z możliwych. Na tych igrzyskach by walczyć w repesażu trzeba dojść minimum do walki o ¼ finału tzn. Ćwiartkę. Riner to obecnie najlepszy zawodnik wagi ciężkiej od poprzednich Igrzysk w Pekinie przegrał tylko jedną walkę i to niesłusznie w finale mistrzostw świata kat. Open w Tokio, jest 5-cio krotnym Mistrzem Świata. Tu w Londynie nie miał żadnego przeciwnika, który mógłby mu zagrozić, bezproblemowo przeszedł przez wszystkie walki.
O losowaniu wiedziałem kila dni przed startem, gdy jeszcze byłem na zgrupowaniu w Spale. Taktyka była prosta, eliminować prawą rękę Francuza, dochodzić do uchwytu i atakować. Niestety Teddy jest za szybki dla mnie, nie byłem w stanie złapać uchwytu, gdy tylko dochodziłem do swojego on od razu zrywał i akcję rozpoczynaliśmy od nowa.
Do tego dochodził zasięg jego ramion, gdy trzymał mnie na uchwycie ledwo go sięgałem. W świetle nowych przepisów był bardziej aktywny, ja nie mogłem zrobić nic. Francuz wygrał Igrzyska w Londynie niesamowitą motoryką, i mimo że zwycięzców się nie ocenia powiem, że było bardzo mało judo w tym judo.
Najczęściej ocenianą techniką na tym turnieju była kara shido, nie jest to wina zawodnika tylko przepisów, które on doskonale wykorzystuje.
Dziękuje wszystkim kibicom którzy mnie wspierali, moim bliskim i przyjaciołom nie kończę jeszcze kariery sportowej i postaram się dać wam chwilę radości z odnoszonych zwycięstw



