Do tego wywiadu zbieraliśmy się kilka lat. Posiadaczka czarnego pasa BJJ Irena Preiss to nie tylko jedna z najlepszych zawodniczek jiu jitsu w Polsce, ale również barwna i wyjątkowo aktywna postać na naszej scenie. Wreszcie udało nam się złapać niezwykle zapracowaną Irenę i przeprowadzić z nią obszerną rozmowę na temat niedawnej nominacji oraz wszystkich ciekawych sportowych aktywności, którymi się zajmuje.
Dojście do najwyższego stopnia w BJJ zajęło ci trochę ponad dziesięć lat. Czy myślisz, że to dobry wynik, jak czujesz się z „czarnuchem” na biodrach?
Liczba lat w takiej sytuacji jest względna. Gdy ja zaczynałam trenować jiu jitsu, dostęp do wiedzy, wyjazdów, seminariów z wysokimi pasami był mocno ograniczony. Pewnie osobom dzisiaj rozpoczynającym swoją drogę w tym sporcie dojście do podobnego poziomu, zajęłoby mniej czasu. Dodatkowo miałam przecież dwuletnią przerwę w treningach, a dochodzenie do czarnego pasa nie jest przecież wyścigiem, a drogą, przygodą i ciągłym rozwojem. Miałam to szczęście że opiekunem klubu BT jest Felipe Costa i mogłam czerpać wiedzę od tego świetnego nauczyciela.
Myślę, że jak wiele innych osób po otrzymaniu czarnego pasa, miałam pewne wątpliwości, czy faktycznie był to odpowiedni moment na nominację. Jednak fakt, że świetny trener Vagner Boca Guimaraes, który wywarł ogromny wpływ na mój styl, podjął taką decyzję, a Maciej Szczudrawa, który codziennie ze mną pracuje, ją poparł, daje mi poczucie, iż w pełni zasługuję na ten stopień.
Zawsze wydawało mi się, że w tym ważnym momencie mojej kariery sportowej obecny będzie Piotr Bagiński, ale życie zweryfikowało ten plan. Mimo to, tuż po nominacji zadzwoniłam do Bagiego i podziękowałam za ogromny wkład w moje osiągnięcia oraz ogólnie to, jakim dzięki niemu stałam się człowiekiem.
No właśnie trzy lata temu przeniosłaś się ze Szczecina do Krakowa. Powiedz jak zostałaś przyjęta w Grapplingu?
Trenuje mi się tu bardzo dobrze, po dość długim czasie udało mi się przestawić na system, w jakim funkcjonują zawodnicy z Krakowa. Na początku nie było łatwo, ponieważ przyzwyczajona byłam do trenowania pod ciężką ręką Bagiego. Bardzo luźna atmosfera na treningach w Krakowie nie motywowała mnie, do tego wróciła jeszcze stara kontuzja kręgosłupa, odezwał się niedoleczony bark. Musiałam całkowicie zmienić swoje podejście do BJJ. Dość długo rozważałam nawet odwieszenie kimona na kołek. Na szczęście przy pomocy „SMS-a” przebudowałam moją technikę, dodałam pająka, odwrotną De La Rivę i zaczęłam przechodzić gardę na stojąco. Poza tym na macie w Grapplingu Kraków i na siłowni w CrossFit Box Kraków cały czas jestem pod okiem „Animka”, który dba o to żebym zawsze była w formie. Dzięki pracy z nim przestałam borykać się ze skutkami starych urazów oraz wzmocniłam swoje ciało na tyle, żeby czuć się pewnie nawet w najdziwniejszych pozycjach w czasie walki.
A nie tęsknisz za macierzystym klubem?
Oczywiście, że pozostał sentyment do treningów w Szczecinie, ale w tej chwili jest mi dobrze tu, gdzie jestem. Marcin Dudek bardzo pomógł mi odnaleźć się w Krakowie po przeprowadzce, pozwolił mi się zaangażować w życie klubu i nauczył wiele, jeżeli chodzi o organizowanie zawodów.
Szczecin jednak zawsze będzie dla mnie wyjątkowy z racji wielu lat spędzonych na macie Berserkerów oraz z uwagi na Bagiego, który w dużej mierze ukształtował mnie jako dorosłego człowieka. Piotr nie tylko był dla mnie trenerem, ale również życiowym doradcą i mentorem. Był to bez wątpienia bardzo ważny okres w moim życiu. Gdy po roku od zmiany klubu zaczęłam startować w barwach Grapplingu Kraków, miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony czułam się w dużej części Berskerkerką, ale z drugiej chciałam docenić pracę kolegów z Grapplingu wkładaną w moje przygotowania. Nie chodzi tylko o mocne obciążenia na sparingach, ale to właśnie tutaj moje jiu jitsu nabrało innego charakteru i zaczęłam kształtować swój własny styl.
Przejdźmy w takim razie do spraw bieżących. Gdzie jeszcze planujesz wystartować w tym roku?
Niestety, nie będę mogła zawalczyć na mistrzostwach Polski w Łodzi. Niegroźna kontuzja pleców wyłączyła mnie z treningów na dwa tygodnie, co uniemożliwiło mi przygotowanie się do tych zawodów.
Bardzo żałuję, że ominie mnie ten start oraz występ na odbywającym się tydzień później World Pro w Warszawie. Planuję jednak zawalczyć na Pucharze Polski ADCC, 29 listopada w Krakowie, a na wcześniejszych imprezach pojawię w roli sędziego.
Skoro już jesteśmy przy sędziowaniu, jako jedyny sędzia z Polski zostałaś arbitrem IBJJF. Jak do tego doszło?
W zeszłym roku zostałam zaproszona do sędziowania na mistrzostwach Szwecji w Grapplingu, co już było dla mnie sporym wyróżnieniem. Na miejscu miałam okazję spotkać się z Idą Hansson, z którą rozmawiałyśmy na temat mojego sędziowania na mistrzostwach Europy BJJ. Zanim jednak było to możliwe, musiałam przejść stosowny kurs sędziowski. Ponieważ w Lizbonie nie mogłam wziąć w nim udziału z uwagi na już wcześniej wykupione bilety lotnicze, ostatecznie ukończyłam go na Monachium Open pod okiem Eduarda Anjinho Baiao. Chociaż oryginalnie miałam na tych zawodach pomagać tylko przy obsłudze, Baiao docenił moją wiedzę i aktywność na kursie i nalegał bym weszła na matę i pokazała jak sędziuję. Wiążę się z tym nawet zabawna historia, ponieważ wyszło to dość spontanicznie, nie było dla mnie stroju sędziowskiego. Musiałam prowadzić walki w koszuli o rozmiarze XL i pożyczonych spodniach. Na szczęście nie wpłynęło to na moje sędziowanie i już po dwóch godzinach Eduardo zaprosił mnie do swojego teamu. Polecona przez niego dostałam też zaproszenie na kolejne zawody – Rome Open. Tam sędzią głównym był Muzio De Angelis. Nie ukrywam, że obecność tak znanego i doświadczonego arbitra trochę mnie zestresowała, bo nie znałam wcześniej jego standardów pracy. Byłam jednak dobrze przygotowana i mocno skoncentrowana, co przełożyło się na dobre sędziowanie oraz zaproszenie do dalszej współpracy. Obecnie regularnie dostaje zaproszenia na kolejne zawody, z których będę starała się korzystać w miarę możliwości. Pozytywne reakcje na moje sędziowanie ze strony Muzio i Eduarda utwierdziły mnie w przekonaniu, że jestem dobrym sędzią i powinnam się temu poświęcić. Jest mi bardzo miło, że jestem doceniania również na naszym podwórku, zawodnicy konsultują się ze mną w kwestii przepisów, a organizatorzy zapraszają do bycia sędzią głównym.
Czy dlatego postanowiłaś sędziować również w MMA?
Te sprawy zbiegły się w czasie, ale nie ze sobą ściśle powiązane. Sędziowałam już wcześniej amatorskie MMA pod FILA i dzięki temu zostałam zauważona przez osoby związane z Federacją KSW (Pozdrawiam Piotra Pędziszewskiego 😉 ). Sędzia główny Tomasz Bronder zaprosił mnie na próbę na galę KSW 23. Chyba było całkiem nieźle, bo dostałam pełny etat sędziowski i regularnie punktuje gale do dzisiaj. Pociągnęło to za sobą też oferty sędziowania na innych polskich galach.
Trenujesz, startujesz, sędziujesz BJJ i MMA, a dodatkowo sama jesteś trenerką najmłodszych grup w Grapplingu Kraków. Jak odnajdujesz się w pracy z dziećmi?
Praca z dziećmi jest dużo trudniejsza niż z dorosłymi, ale przynajmniej mi przynosi znacznie więcej satysfakcji. Gdy widzę jak dzieci rozwijają się z treningu na trening, mam poczucie, że w pozytywny sposób zmieniam ich życie. Myślę, że to zadanie znacząco ułatwia mi wykształcenie pedagogiczne. Godziny spędzone nad psychologią rozwojową czy biomedycznymi podstawami rozwoju nie poszły na marne.
Ostatnio jest też głośno o twoich „Sparingach na Obcasach”, wyjątkowym projekcie dla kobiet trenujących brazylijskie jiu jitsu. Skąd wziął się pomysł na taki cykl sparingów?
Na świecie takie inicjatywy dla kobiet trenujących jiu jitsu rozwijają się już od kilku lat. Pomyślałam, że fajnie by było przenieść coś takiego na nasz grunt. Takie sparingi dają możliwość trenowania i sparowania z wieloma dziewczynami, co jest rzadkością w klubach i na zawodach. Oprócz tego tworzą społeczność i grupę, która wzajemnie się wspiera.
Pierwsze „Sparingi na Obcasach” odbyły się w czerwcu w Krakowie, z drugą edycją zawitałyśmy do Warszawy w październiku, a teraz planuję już kolejne w innych dużych ośrodkach jiu jitsu w Polsce. Chciałabym, żeby ta inicjatywa nie była jakoś powiązana z konkretnym klubem, ale była po prostu okazją do wspólnego trenowania dla wszystkich kobiet z polskiej sceny BJJ, a być może już niedługo państw ościennych.
A jeśli ktoś chciałby z Tobą potrenować poza Grapplingiem Kraków czy „Sparingami na Obcasach”?
Nie ma problemu. Z przyjemnością przyjadę i pokażę kilka ciekawych technik. Ostatnio miałam przyjemność poprowadzić dwudniowe seminarium w katowickim klubie Silesian Cage Club u Tomasza Brondera, na którym pojawiło się ponad trzydzieści pięć osób z różnych śląskich klubów BJJ i MMA. Zostałam w Katowicach bardzo dobrze przyjęta przez Tomka i jego żonę Karolinę i na pewno odwiedzę ich jeszcze nie raz. Oczywiście zapraszam też wszystkich, którzy chcą ze mną potrenować na matę do Krakowa.
To teraz wytłumacz wszystkim, skąd bierzesz siłę na taką aktywność i tyle wyjazdów. Jaka jest tajemnica tych niezwykłych pokładów energii Ireny Preiss?
Trawa! 😉 Od ponad dwóch lat nie jem mięsa, jednocześnie staram się dbać o to, co kładę na talerz. Nie raz już przekonałam się, że zjedzenie czekolady zamiast zdrowego posiłku odbija się na moim samopoczuciu i treningu. Zdrowe jedzenie jest naprawdę smaczne, a przejście na wegetarianizm pozwoliło mi odkryć zupełnie nowy kulinarny świat, pełen kolorów i aromatów, którym się chętnie dzielę ze znajomymi na moim Facebooku. Wbrew obiegowej opinii gotowanie bez mięsa i nabiału wcale nie jest trudniejsze lub bardziej czasochłonne. Za to na pewno jest dużo tańsze !
Last but no least, musimy zapytać o plotki dotyczące twojego debiutu w MMA. Podobno mocno szykujesz się do startu w nowej formule, ile w tym prawdy?
Faktycznie, od września trenuję MMA w Grapplingu pod okiem Łukasza Chlewickiego i Filipa Wolańskiego, a w nowym roku chciałabym zadebiutować amatorsko, oczywiście, pod warunkiem że trenerzy uznają, że jestem już gotowa.
Przyglądając się przez wiele lat treningom takich zawodników jak Michał Materla czy Maciej Jewtuszko, nabrałam ogromnego szacunku do tego sportu i od wielu lat sama chciałam tego spróbować. Przez długi czas Bagi skutecznie wybijał mi to z głowy, ale teraz w Krakowie klub stwarza mi świetne możliwości do nauki i rozwoju w nowej dyscyplinie.
We wrześniu zostałam rzucona na głęboką wodę. Wzięłam udział w obozie sparingowym MMA dla kobiet organizowanym przez Pawła Kowalika z MMA Cartel i Marcina Rogowskiego, trenera w Gracie Barra Łódź. Nie miałam żadnego doświadczenia w sportach uderzanych i przekonałam się jak mocno biją takie dziewczyny jak, Kasia Lubońska, Aga Niedźwiedź czy szwedzka mistrzyni muay thai, Madelaine Vall. Mimo że było bardzo trudno, będę dobrze wspominać to doświadczenie, które jeszcze bardziej zachęciło mnie do zajęcia się MMA.
Dzięki za wyczerpujący wywiad. Czy jest ktoś komu chciałbyś podziękować?
Chciałabym przede wszystkim podziękować moim rodzicom, którzy od lat wspierają moją sportową karierę, moim sponsorom Manto – za fantastyczny sprzęt, Swanson Polska – za ulubione odżywki, Volfarm (av.pl) – za pomoc w każdej kryzysowej sytuacji. Dziękuję Marcinowi i Ani Dudek, Łukaszowi Chlewickiemu i Filipowi Wolańskiemu, trenerowi Maciejowi Szczudrawie, który od wielu miesięcy dba o mnie i napędza do rozwoju każdego dnia oraz za stałą pieczę nad rozwojem technicznym i nie tylko: Maciejowi Kozakowi, Mieszusiowi Maciejewskiemu i Krzysztofowi Łukaszewiczowi. Dzięki dla Marcina Nowickiego z Muscle Shop w Szczecinie, podziękowania też dla całego Random-squadu za doskonałe awanturki na każdym treningu. Aaa i siostrze która ” nie rozumie tego szarpnia się” ale i tak wspiera i dostarcza wegańskich dobroci z zagranicy ;P










